Marek Janiak o studium uwarunkowań miasta Łodzi

Według Marka Janiaka atuty Łodzi nie zostały wykorzystane ani nawet zauważone. Wyczerpała się jedynie umysłowość ludzi, którzy pisali studium.

Czym jest „Studium uwarunkowań miasta Łodzi"?

To taki dokument, który z jednej strony ma opisywać miasto takim, jakie jest. Z drugiej strony ma wskazywać kierunki rozwoju, analizować prognozy w aspekcie demograficznym, społecznym i kulturowym. Ma zawierać propozycje rozwoju poszczególnych części miasta.

Czyli jest to ważny dokument z punktu widzenia planów rozwoju Łodzi?

marek janiakOczywiście. Tym bardziej że prawo mówi o tym, że wszelkie działania planistyczne czy inwestycyjne muszą być zgodne ze studium. Mówiąc planistyczne, mam na myśli służące jakimś inwestycjom, plany miejscowe czy warunki zabudowy, nawet zezwolenia na budowę muszą być zgodne ze studium. Zatem jeśli w studium uwarunkowań są złe stwierdzenia, to zło przenosi się na wszelkie pozostałe działania. A według mnie ten dokument jest bardzo źle napisany, ponieważ decyduje o niszczeniu miasta. Pomijając, że jest napisany chaotycznie, jest trudny do konsumowania, nawet dla fachowca. Dla kogoś, kto nie ma pojęcia o urbanistyce czy architekturze, jest kompletnym myleniem pojęć. Jest to dokument mało określający, mało precyzyjny. Stanowi mizerną pomoc i mizerny wskaźnik do przyszłych działań planistycznych.

Jakie konsekwencje może mieć ten dokument?

Studium z jednej strony jest konkretne, z drugiej jednak jest kłamliwe. Osobiście współczuję urzędnikom czy autorom następnych dokumentów, precyzyjniejszych jeżeli chodzi o skalę, np. planów miejscowych czy projektów poszczególnych inwestycji. Współczuję wszystkim ludziom, którzy będą brali w tym udział, a boję się, że ja też w jakichś sytuacjach siłą rzeczy będę musiał. Trudno będzie np. na podstawie tego dokumentu coś komuś nakazywać czy zabraniać, czy zezwalać na jakieś inwestycje, a później będzie trudno obronić ewentualne zakazy, zezwolenia w sądzie. Gdyby druga strona miała jakieś wątpliwości, to treść dokumentu jasno nie określa, jak sąd miałby rozstrzygać spory. Spór będzie o słowa, o rozumienie dziwnych pojęć.

Jest to dosyć groźne.

Najbardziej mnie niepokoją dwa aspekty. Jeden to taki, że ten dokument według mnie zbyt silnie deprecjonuje rangę historycznego centrum Łodzi. Sprowadza je w zasadzie do pasa ulicy Piotrkowskiej i przyległej zabudowy. Stwierdzenie, że ważna dla tożsamości miasta jest tylko Piotrkowska z tymi kwartałami do niej przyległymi, jest jakąś kompletną bzdurą. Co prawda w propagandzie promocji i takiej zwyczajowej randze hierarchizowania samego centrum, Piotrkowska ma swoją ważną pozycję, nawet jako mit i legenda, ale to jest bardziej propagandowe czy, jak powiedziałem, obyczajowo-zwyczajowe. Natomiast w strukturze miasta, ulica Piotrkowska, gdyby nie było tego starego miasta obok niej, byłaby niczym. Nie istniałaby. Nie broniłaby się jako wartość samodzielna. Zatem jak patrzy się zdroworozsądkowo na centrum Łodzi, to tak dobrze i tak dużego ukształtowanego obszaru nie ma nawet Kraków, Wrocław czy Poznań. Centrum Łodzi wraz ze zdefiniowanymi ulicami i podwórkami, zwartą strukturą miejską, która czasem jest szczerbata, ale generalnie jest świetna i dobrze ukształtowana, jest jedynym takim miejscem w Polsce. Deprecjonowanie czy w ogóle niezauważanie takich ulic jak Gdańska, Próchnika, Wólczańska, pięknych i niezwykłych, które są w tym historycznym centrum, jest jakąś paranoją.

A drugi aspekt, który Pana niepokoi?

Otóż deprecjonowanie centrum ma miejsce w bardzo wielu, w sumie we wszystkich punktach, gdzie się wymienia np. ważne priorytety, kierunki działania, nawet jeżeli te punkty dotyczą śródmieścia Łodzi. Zawsze na pierwszym planie są wymieniane wartości przyrodnicze, czasem wartości kulturowe, odnoszące się do zabytków Łodzi. Opis, gdzie się preferuje wartości przyrodnicze przed kulturowymi w odniesieniu do takiego miasta jest idiotyzmem. Rozumiem w przypadku wsi w Bieszczadach czy parku Yellowstone. W przypadku dużego miasta to jest mylenie pojęć i wadliwa hierarchia wartości.

Co według Pana powinno być na pierwszym miejscu w planie rozwoju Łodzi?

Autorem studium jest spółka Teren, od wielu lat działająca w urbanistyce. Model Łodzi według nich polega na tak zwanym zielonym kręgu tradycji i kultury, który jest próbą udowodnienia, że centrum Łodzi otacza pasmo zielone. Czyli duże zespoły zieleni zorganizowane tak jak np. park Poniatowskiego i inne tego typu, oraz mniejsze łączą się w krąg? To jest nieprawda, to jest w ogóle teoretyczne rozważanie na mapie. Gdy chodzi się po mieście, nie czuje się takiego zjawiska, prawda? Inaczej jest z plantami w Krakowie – mniejszej skali pierścień, ale jest wyczuwalny. W Łodzi takiego czegoś nie ma i ów pierścień jest przecięty właśnie pasem Piotrkowskiej i koniec; reszta historycznego centrum zniknęła jak u Harry’ego Pottera. To jest fałszywy model Łodzi. Jeśli ktoś pomyśli, że Łódź to jest zielony pierścień przecięty średnicą zabytkową, to będzie miał kompletnie mylne pojęcie o mieście.
Niemcy podczas wojny robili bardzo rozsądne plany urbanistyczne dotyczące Łodzi. Na przykład w ramach kolei obwodowej, czyli ścisłego centrum Łodzi, historycznego centrum, zmieścili w swoich planach milion mieszkańców. Uświadamia to, jak niezwykle pojemne jest łódzkie historyczne miasto. Wyobraźmy sobie, że cała Łódź mieszka nie w osiedlach, tylko mieści się w starym XIX-wiecznym centrum, genialne! To byłoby miasto o gęstości centrum Paryża czy Barcelony. Tak powinno być. Natomiast w kolejnych planach rozszerzano miasto, dodawano nowe tereny niewypełnione później w środku. Miasto rozszerzało się, a było dziurawe i jest dziurawe. To jest bardzo energochłonne, dlatego że im dalej trzeba dojechać komunikacją prowadzić instalację i drogi, tym miasto jest droższe w eksploatacji. Warto spojrzeć na ciepłociągi zimą, wszędzie jest śnieg, a tam, gdzie umieszczono ciepłociąg, jest zielona trawa i roztopiony śnieg. Czyli ciepło ucieka. Im dłuższy jest taki ciepłociąg, tym gorzej. Niestety to studium uwarunkowań daje kolejne tereny pod zabudowę, mimo niewykorzystania już istniejących. Znowu chcą rozszerzyć miasto. To jest mordowanie centrum i ekonomii Łodzi.

tramwaj w centru miasta

Czy według Pana dokument ma jakieś plusy?

Nie zauważyłem. Może jeden jest. Taki, że pozytywnie wyraża się o tak zwanym nowym centrum Łodzi. Czyli o tym, co jest teraz planowane. Nowe kulturalne centrum Łodzi, czyli EC1 lub rynek Kobro. Całe to założenie zostało wymyślone i jest uparcie „popychane” przez struktury decyzyjne w mieście. Wykorzystuje „dziurę pokolejową”,
nie rozszerza miasta, „zszywa” rozerwane przez kolej części miasta. Mam nadzieję, że uda się to wszystko zrobić dzięki Andrzejowi Walczakowi i Markowi Żydowiczowi. System z podziemnym dworcem Łódź Fabryczna, koleją średnicową do dworca Łódź Kaliska jest super. Gdyby udało się to zrobić, wszystkie kolejowe tereny w środku miasta staną się inwestycyjne, bo kolej zejdzie w podziemie, wszystko się uporządkuje. Rzeczywiście, jeśli wprowadzi się tam nowe kulturalne inwestycje i uzupełni taki klin, zbędny, stracony do dziś w mieście, byłoby super. Mam nadzieję, że wszystko się uda. Ta inicjatywa jest zapisana w studium i trzeba ją realizować. To jedyna dobra strona tego dokumentu. Reszta jest do wyrzucenia i prawdę mówiąc, nie widzę możliwości sprawdzenia czy przerobienia tego dokumentu. Trzeba by było poprawić 89%, a to jest po prostu bez sensu.

Czyli najlepiej byłoby powstrzymać wprowadzenie dokumentu?

To jest dramatyczna sytuacja. Jesteśmy teraz skazani na łaskę i niełaskę Rady Miejskiej. A powinna toczyć się dyskusja społeczna nad najlepszym modelem takiego dokumentu czy wielu innych dokumentów. I tu napotykamy problem, ponieważ nasze łódzkie społeczeństwo jest niewystarczająco edukowane i informowane. Ja pytam przedstawicieli inteligencji, a oni odpowiadają, że „zrobią i tak to, co będą chcieli, moje zdanie się nie liczy”. Niestety, ludzie zaczynają interesować się planistyką dopiero, jeżeli dowiadują się, że przez ich dom albo działkę ma iść droga miejska albo autostrada. Wtedy nagle się budzą i buntują. Ten kawałek ich zaczyna interesować. W takich jednostkowych i egoistycznych sprawach ludzie docierają do procedur czy logistyki planistycznej, ale nie są nauczeni, żeby uczestniczyć w społeczeństwie obywatelskim bez przerwy, by aktywnie i odpowiedzialnie współtworzyli miasto.
Prawda jest taka, że każdy może uczestniczyć w procesie tworzenia dokumentów. Każdy może napisać skargę na prezydenta do sądu administracyjnego, napisać, że się nie zgadza i musi zostać przekonany argumentami konkretnymi. Tego przekonywania urzędnikom się nawet nie chce robić, lekceważą społeczeństwo. Zawsze etapy tzw. „wyłożenia” są robione po cichu, źle nagłaśniane, żeby sobie nie robić kłopotu, bo „przyjdą i będą marudzić”. Społeczeństwo nie powinno sobie pozwolić na takie lekceważenie, uczestnictwo wymaga jednak pewnego wysiłku. Niestety, media też źle w tym uczestniczą, podlegają naciskom i nie są wcale takie krystaliczne, jak byśmy chcieli. Zajmują się innymi sprawami. Lepiej jest napisać, że kogoś wsadzili do beczki albo kogoś przejechał autobus, najlepiej z 15 osób, bo wtedy jest o czym pisać. O problemach trudnych do wyjaśnienia nie chcą pisać, bo to jest niewdzięczna rola. Media wcale się do tego nie pchają w takim stopniu jak powinny.

My się pchamy, więc jest szansa, aby wytłumaczyć społeczeństwu trudny problem.

To bardzo dobrze, ale jeżeli sami ludzie nie zaczną się interesować i nie będą stanowić świadomej i mądrej siły nacisku, to miasto nie będzie się rozwijać. W Krakowie jest wyższa świadomość ludzi. Wrocław zrobił ogromny skok uczestnictwa społeczeństwa w sprawach miasta, ale też ogromny skok np. współpracy urzędu miejskiego z mieszkańcami. Oni mieli równie złą sytuację jak Łódź. To są trudne tematy, o których nieciekawie się opowiada, a jeszcze trudniej jest zrozumieć zapisy niektórych dokumentów, ich konsekwencje, złe czy dobre strony. W studium niewiele miejsca poświęca się centrum Łodzi i ochronie zabytków. Mamy do ochrony Pałac Poznańskiego, pół jakiejś fabryki, inny pałac czy trzy wille, a resztę możemy zburzyć? To jest bez sensu. Takie myślenie historyków systemem pojedynczych obiektów dla Łodzi jest archaiczne i wadliwe. Jeśli kamienica jest secesyjna, to jest coś warta. A ta obok jeśli jest brzydsza, to nie jest nic warta? I można zburzyć wszystkie inne budynki, a zostawić tylko tę secesyjną? To będzie koszmar. Miasto jest wartościowe przez swoją całą strukturę.
Jeszcze chciałbym poruszyć jeden temat, do którego odnosi się studium. Mianowicie wyznaczenie miejsc dla budynków wysokich. Autorzy oraz władze Łodzi uważają, że aby Łódź była współczesna, trzeba budować wysokościowce. Uważam trochę inaczej. Trzeba pamiętać, że wysokościowce buduje się tam, gdzie po pierwsze są na to pieniądze, a po drugie nie ma terenu. Wtedy opłaca się coś takiego robić, wymusza to ekonomia. Dlatego na Manhattanie w Nowym Jorku jest dużo wysokościowców. W centrach innych wielkich miast amerykańskich także, bo po prostu wymógł to rynek. Nie było powierzchni i trzeba było budować kubatury w city. Uciekano się do takiej metody, część miast na świecie jednak nie ma wysokościowców. Teraz miasta świadomie się przed nimi bronią. W Łodzi, gdzie są niewykorzystane przestrzenie, można „położyć wieżowiec” na ziemi. Podzielić na mniejsze części i wypełnić miasto.

Czyli Łódź powinna być miastem o niskiej zabudowie?

Uważam, że zbudowanie w Łodzi wieżowców będzie potrzebne, ale może za 50 czy nawet za 100 lat. Daj Boże, żeby za 15 lat. Widzę, że 20 lat minęło od upadku socjalizmu, a za wiele w Łodzi się nie zmieniło. Jedynie zbudowano Atlas Arenę i masę hipermarketów. Miejmy nadzieję, że Łódź złapie dobrą koniunkturę. Chociaż przeglądając studium, widać, że nie zapowiada się nic dobrego. Są tam zawarte tylko negatywne prognozy demograficzne. Łódź określa się mianem miasta nieatrakcyjnego dla przyjezdnych, autorzy twierdzą, że „wyczerpały się atuty Łodzi”. To bzdury, atuty nie zostały wykorzystane ani nawet zauważone. Wyczerpała się jedynie umysłowość ludzi, którzy pisali te analizy. Natomiast atuty Łodzi nie zostały jeszcze docenione, a dla niektórych odkryte.
Jest jeszcze inny problem – strategia. Przychodzi deweloper i mówi, że chce budować mieszkania, chętnie wybuduje za ulicą Hetmańską za Olechowem, „Mam pusty grunt, wy mi doprowadzicie ulice, prąd, ja postawię domy i koniec”. Jeżeli taki deweloper przychodzi, a miasto ma określoną strategię, to mówi: „buduj mieszkania, oczywiście, ale w centrum. Tu ma pan dziurę, może pan postawić blok, tu ma pan pięć dziur, może pan wstawić całe zespoły mieszkaniowe, które muszą się przystosować swoją wysokością, gabarytami do tkanki miejskiej”. W ten sposób można skłonić inwestorów do budowania tam, gdzie będzie to najrozsądniejsze, a nie tylko wygodne dla inwestora. Przecież za te nowe drogi za Olechowem płacimy z naszych podatków. A zarabia deweloper.

panorama centrum łodzi

I to podziała na inwestorów?

Wszystkie duże miasta, takie jak Londyn czy Berlin, mają strategię rozwoju do środka, do zagęszczania zabudowy już zagospodarowanej strefy. Tak powinno być też w Łodzi. Według mnie nie jest złem uciążliwym zabudowa jednorodzinna, która jest w zieleni często utopiona. Złem jest oddawanie nowych terenów pod zabudowę wielorodzinną, która powinna być usytuowana w centrum miasta. Wtedy stanieje eksploatacja, uzupełni się miejska przestrzeń, ale o tym się nie pisze w studium.

Marek Janiak
Prezes Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, profesor Politechniki Łódzkiej, doktor habilitowany, pracownik naukowy na Wydziale Budownictwa, Architektury i Inżynierii
Środowiska Politechniki Łódzkiej na kierunku Architektura i Urbanistyka, wykładowca Fotografii i estetyki, fotografik, członek grupy Łódź Kaliska.