Aktualny motyw: Świąteczne inspiracje

Czuć już siłę, a nie tylko potencjał – Tomek Rygalik o Warsaw Home 2018

Redakcja MAGAZIF miała okazję porozmawiać z Tomaszem Rygalikiem, projektantem, który zasiadał również w tegorocznym jury konkursu na najlepiej przygotowane stoiska.

Tomek Rygalik to projektant, wykładowca, kurator i doktor sztuki, a także założyciel Studio Rygalik oraz twórca i dyrektor artystyczny marki tre product. Warto wiedzieć, że wspiera Warsaw Home od samego początku.

– Bardzo się cieszę, że targi te tak fajnie się rozwijają i to, co wokół tego narasta w naszej branży – ocenia Rygalik – Myślę, że był pewien brak, taka pustka, jeśli chodzi o komercyjną imprezę dotyczącą produktów do wnętrz, produktów zaawansowanych wzorniczo i jakościowo (…) Targi to wypełnienie pewnej pustki, a sam pomysł ma znaczenie w kontekście szerszym, bo w tej części Europy takiej imprezy targowej nie było – podsumowuje.

Jak projektant, który pracował w wielu miejscach na świecie, ocenia nasz polski rynek?

– Dziś ta świadomość tego, czym jest wzornictwo i co nas otacza, staje się coraz bardziej powszechna. Ludzie chcą otaczać się rzeczami dobrze przemyślanymi. Mamy coraz więcej konsumenckich doświadczeń, staramy się żyć coraz lepiej  – mówi w wywiadzie.

Jak wpływa to na potencjał branży? W czym tkwi siła polskiego designu? Tego dowiecie się z naszej rozmowy.

Na początku chciałabym zapytać, która to Pana wizyta na Warsaw Home?

Trzecia, bo jestem tu od początku targów. Wspieram je i bardzo się cieszę, że to wydarzenie tak fajnie się rozwija oraz to, co wokół niego narasta.

Właśnie à propos rozwijania, to dużo jest takich głosów, że targi zdecydowanie idą do przodu. Jak Pan to ocenia i dlaczego Pana zdaniem się rozwijają?
Myślę, że był brak, czyli taka pustka, jeśli chodzi o komercyjną imprezę dotyczącą produktów do wnętrz, produktów zaawansowanych wzorniczo i jakościowo – brakowało tego. Są oczywiście różne targi meblowe w Polsce, natomiast gdzieś tutaj blisko Warszawy, centralnie w Polsce, gdzie jest też potężny rynek i gdzie łatwo jest przylecieć ze świata, nie było jak dotąd takiej imprezy. I to po prostu jest dopełnienie pewnej pustki. To niesamowicie mądry pomysł, który jak sądzę ma znaczenie w kontekście szerszym: europejskim i światowym, ponieważ w tej części Europy takiej mocnej imprezy targowej w naszej branży produktów do wnętrz i mebli nie było do tej pory. Myślę, że to jest po prostu wypełnienie tej pustki.

Pracował Pan w firmach projektowych w Stanach Zjednoczonych, Londynie. Jak Pan porównuje tamtejsze rynki do naszego rodzimego?
Ja zaczynałem w latach 90. w designie i w Stanach, w Nowym Jorku. To były trochę inne czasy, więc nie da się tego tak dokładnie porównać. Oczywiście, kulturowo różnimy się bardzo od Anglosasów, którzy są bardzo konkretni i ciężko pracują, my – i to akurat mamy z nimi wspólne – też ciężko pracujemy, ale mamy w sobie słowiańską duszę i trochę romantyzmu. To powoduje, że troszkę inaczej podchodzimy do dziedziny, jaką jest projektowanie, design. Tam jest to częścią kreowania wartości w biznesie, a u nas jest to bardziej częścią kultury i wynika z edukacji. Tam wzornictwa można się uczyć w szkołach artystycznych, ale design to również domena biznesowa. W związku z tym jest inaczej. Wszystkie produkty i usługi i inne doznania również są projektowane: wszystkiego, czego doświadczamy na co dzień – za tym stoi projektant. Tam jest to też bardziej doceniane. U nas te produkty niestety historycznie często były kopiowane, albo wzory przyjeżdżały z zagranicy i jedynie polski producent realizował zamówienie produkcyjnej kreacji i tej wartości intelektualnej, która musi być stworzona, żeby powstał produkt nowy i oryginalny, czy innowacyjny, czy po prostu zwyczajny. Ale potrzebny jest wkład projektanta i dopiero u nas ta branża się rodzi. Oczywiście nie chcę mówić, że nie było w Polsce wcześniej projektowania, bo mamy fantastyczną historię designu. Przed wojną i w czasach PRL-u niesamowite rzeczy powstawały, ale to było w zupełnie innych warunkach gospodarczo-politycznych. Kontekst był inny, chodziło trochę o coś innego, a nie kreowanie produktu na sprzedaż, który ma adresować rynek. To jest coś, co się od 20 lat rodzi bardzo dynamicznie. Dzisiaj widzimy już, że ta świadomość: czym jest wzornictwo, czym zajmuje się projektant, to, że wszystko co nas otacza – również ten mikrofon – jest zaprojektowany przez kogoś… myślę, że jest powszechna. I ludzie przywiązują coraz więcej uwagi do tego, by otaczać się rzeczami dobrze przemyślanymi. Nie tylko innymi, ale i coraz lepszymi. Bo mamy coraz więcej doświadczeń, w tym konsumenckich doświadczeń jako społeczeństwo, czyli kupujemy, testujemy, używamy, potem wymieniamy na coś innego. Te doświadczenia procentują tym, że zaczynamy doceniać dobrze przemyślany produkt, czy dobrze przemyślaną usługę. Jesteśmy coraz bardziej wymagający, coraz lepiej też staramy się żyć, bo coraz bardziej nas na to stać. To wszystko powoduje, że otwiera się ogromny potencjał dla wzornictwa w Polsce, a te targi są tak naprawdę dowodem na to, że jesteśmy już w takim bardzo mocnym momencie jako społeczeństwo i jako gospodarka konsumpcyjna. Teraz chodzi tylko o to, żeby świadomie konsumować. I mam nadzieję, że właśnie tego typu imprezy i w ogóle rozmowy o projektowaniu powodują, że ludzie zaczynają coraz mądrzej żyć, coraz bardziej roztropnie wybierać, np. rzeczy, które mają mniejsze negatywne implikacje na środowisko oraz które wpływają pozytywnie na ich jakość życia. I to jest bardzo pozytywne i ekscytujące.

Hasłem przewodnim tegorocznej edycji Warsaw Home jest “Siła!”. Jak Pan interpretuje to hasło w kontekście designu?
Myślę, że organizatorom targów chodzi o to, że jest to moment przełomowy, gdzie czuć już siłę, a nie tylko potencjał rodzimej branży. W meblarstwie jesteśmy jednym z liderów światowych, ale niestety jako dostawca, wytwórca a nie jako kreator. Bo tu nie powstają właśnie wzory użytkowe, czy pomysły nowych produktów, tylko raczej jesteśmy na tym szarym końcu, realizując jedynie pewne zamówienia produkcyjne. W Polsce, gdzie zarówno jakość życia, ale też koszty pracy i w ogóle koszty prowadzenia działalności produkcyjnej rosną, design i tworzenie jakości nowych produktów jest wartością i tę siłę branży, która jest ogromna, czuć właśnie na obu tych poziomach: z jednej strony jesteśmy potęgą produkcyjną, z drugiej bardzo kreatywnym narodem. Bardzo dużo jest też młodych, kreatywnych projektantów, którzy odnoszą wiele sukcesów. Te potencjały zaczynają się spotykać i właśnie kreuje się siła tej branży. Poza tym, siłą jest to miejsce, z racji tego, że jesteśmy właśnie w Warszawie, a dokładniej pod Warszawą, w Nadarzynie. W stolicy, czyli centrum gospodarczym naszego kraju, a właściwie nie tylko gospodarczym, ale z wielu względów bardzo mocnym też rynku w naszym kraju, centrum biznesowym. Niewątpliwie lokalizacja jest siłą, skala jest siłą – jest dużo imprez targowych o naprawdę dużej skali. Warsaw Home to już jest skala imprez światowych, jak Maison et Objet, czy Salone del Mobile w Mediolanie. Myślę, że tak to interpretuję i myślę, że takie też było założenie, żeby z jednej strony zauważyć siłę branży, a z drugiej podkreślić siłę całego wydarzenia, które fajnie się rozwija i ma już dużą skalę.