Zależy mi na tym, aby sztuka była dostępna dla każdego – rozmowa z Lukiem Jerramem, autorem instalacji „Museum of the Moon”
23 czerwca Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku otworzyło wystawę „chyba śnisz…”, na której prezentowana jest praca „Museum of the Moon” brytyjskiego artysty Luke’a Jerrama. Pod sufitem gotyckiego kościoła zawisła replika księżyca, przygotowana w oparciu o szczegółowe dane NASA. Wystawę możecie oglądać do 4 lipca.
Gdańsk jest kolejnym z wielu miast, do których zawitała ta niezwykła instalacja. O tym, jakie wrażenie na zwiedzających robi sztuczny księżyc, mogą świadczyć słowa Luke’a Jerrama, który przedstawiając zgromadzonym na wernisażu swoją pracę, wspomniał, jak w pewnym mieście podeszła do niego mała dziewczynka i spytała, czy artysta odwiesi po wszystkim księżyc na miejsce. Podczas wernisażu porozmawialiśmy z Lukiem o reakcjach publiczności na jego prace oraz o tym, na co zwraca uwagę, szukając lokalizacji do zaprezentowania swojej sztuki.
MAGAZIF: To kolejny raz, kiedy Twoja praca jest pokazywana w Polsce. Dwa lata temu mogliśmy oglądać instalację „Gaia” w Katowicach, podczas Śląskiego Festiwalu Nauki. Twoje prace były też pokazywane w Nowym Jorku, Londynie, Amsterdamie, Szanghaju, a to tylko niewielki wycinek tej listy. Czy reakcje odbiorców są różne, w zależności od zakątku świata?
Luke Jerram: Księżyc ma różne znaczenie w każdej kulturze na świecie. Jeśli więc zaprezentujemy pracę „Museum of the Moon”, którą można teraz oglądać w Gdańsku, w Ameryce, ludzie pomyślą o misjach Apollo i lądowaniu Amerykanów na Księżycu. Z kolei choćby w Indiach Księżyc ma ogromne znaczenie w hinduizmie. Ma tam bardzo pozytywne konotacje. Więc tak, reakcje są bardzo różne. Ale moje dzieła sztuki ma też uniwersalny wydźwięk, bo wszyscy, którzy przychodzą je zobaczyć, wyciągają aparaty i robią mnóstwo zdjęć. Po zrobieniu kilku zazwyczaj siadają na krzesłach lub na podłodze i po prostu się relaksują, ciesząc się chwilą bliskiego spotkania z księżycem lub z Ziemią. Odbiór moich prac zawsze bardzo mnie cieszy. Tu dodatkowo muszę dodać, że polski zespół wykonał świetną robotę, przygotowując instalację „Museum of the Moon”.

Artysta pozuje podczas wernisażu wraz ze swoją pracą
Czy zdarzyło się, że Twoja praca wywołała u odbiorców zupełnie inne emocje, niż planowałeś?
Tak, kilka osób miało łzy w oczach. Raz musiałem mocno przytulić pewnego naukowca, który przez dwadzieścia lat badał powierzchnię Księżyca za pomocą teleskopu i komputera, a potem przyszedł do muzeum i zobaczył go przed sobą. To były łzy szczęścia. To niesamowite. Uważam, że jeśli uda się coś takiego osiągnąć, to wspaniale. Zawsze może się też stać tak, że to dzieło sztuki zainspiruje jakieś dzieci do myślenia o nauce i być może w konsekwencji tego doświadczenia zaczną studiować nauki ścisłe, astronomię lub sztukę. To naprawdę cieszy.
Powiedziałeś kiedyś, że celem Twojej sztuki jest tworzenie wspomnień. Jakie są Twoje pierwsze wspomnienia związane ze sztuką?
Jako dziecko robiłem mnóstwo rysunków. Dorastałem na wsi, gdzie nie mieliśmy dostępu do muzeów i sztuki współczesnej, więc miałem chyba jakieś szesnaście lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem wystawę. Bardzo mnie zainspirowała.
Pamiętasz, co to było?
Tak, to była wystawa Alberto Giacomettiego. Rzeźbił takie specyficzne, chude postacie. Z jednej strony wyglądają normalnie. A potem obracasz się i dostrzegasz to coś. Bardzo mnie to zaintrygowało.
Jestem daltonistą – nie rozróżniam czerwieni i zieleni, dlatego odszedłem od rysunku i zacząłem się skupiać na percepcji sztuki. Na przykład mój księżyc wygląda tak, jakby miał fakturę, ale to złudzenie optyczne.
A wracając do tworzenia wspomnień, na tę wystawę przyjechali różni ludzie; być może stoją teraz w kolejce na zewnątrz, po czym nadejdzie moment, kiedy wejdą do kościoła i po raz pierwszy zobaczą księżyc. Wszystko to jest częścią doświadczenia i percepcji sztuki. Zwiedzający mogą leżeć na podłodze lub bawić się pod księżycem jak małe dzieci. Mogą obserwować innych ludzi, którzy się bawią. I pozostaną im wspomnienia. Moim zadaniem jako artysty jest kształtowanie tych wspomnień i pomaganie w kierowaniu nimi.

Ekipa Nadbałtyckiego Centrum Kulturalnego w Gdańsku wraz z Lukiem Jerramem witają odwiedzających
Twoje instalacje wymagają myślenia w wielkiej skali i dużego rozmachu. Czy jest jakiś projekt, który Ci się marzy, ale nie jesteś w stanie go zrealizować?
Myślę, że wszyscy jesteśmy kreatywni i możemy wykorzystać ten atut w czymkolwiek. Dzięki kreatywności innych możesz zrobić zdjęcie telefonem, zaprojektować posiłek lub fryzurę albo współpracować z jubilerem, żeby stworzyć biżuterię. I tak naprawdę dzięki współpracy większość rzeczy jest możliwa. Ale tak, mam kilka projektów, które póki co są zbyt trudne do zrealizowania. Może kiedyś uda mi się je zrobić.
Projekt „Museum of the Moon” nabiera zupełnie innego charakteru w gotyckiej katedrze, innego w industrialnej przestrzeni, a jeszcze innego w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Czy są takie przestrzenie, które się Twojej sztuce opierają, zamiast z nią współpracować?
Na ogół nie. Ale zdarza się, że problemem jest skala. Gdy tworzę duże dzieło, czasami trudno jest znaleźć wystarczająco dużą przestrzeń, żeby je wystawić.
A co bierzesz pod uwagę, kiedy szukasz przestrzeni dla swojej sztuki?
Zawsze jestem otwarty na różne możliwości. Podoba mi się, jak moje dzieła sztuki zyskują różne interpretacje w zależności od miejsca, w którym się znajdą – kiedy na przykład umieszczam mój księżyc nad lodowiskiem, a ludzie jeżdżą pod nim na łyżwach.
Zależy mi na tym, aby sztuka była dostępna dla każdego. Ona wcale nie musi się znajdować w białej, uporządkowanej galerii sztuki. Może zaistnieć w naturze, może zaistnieć na ulicy, choć na przykład teatry i opery bywają dość trudnymi miejscami, ponieważ niektórzy ludzie nie czują się w nich komfortowo.
Ponadto cieszę się, gdy mogę umieścić moje dzieło sztuki w centrum sztuki, gdzie jego oglądanie jest bezpłatne.
MAGAZIF to portal o wnętrzach i designie. Co jest dla Ciebie ważne we wnętrzach?
Myślę, że przedmioty, którymi się otaczamy, kształtują naszą interakcję ze światem i potrafią znacząco zmienić jakość naszego doświadczenia. W zeszłym tygodniu byłem w Londynie i przez pierwszą część tygodnia zatrzymałem się w pięknym hotelu. Każdy element był pięknie zaprojektowany i przyjemny w dotyku. Układ i przestrzeń między przedmiotami były idealne, a oświetlenie zostało starannie przemyślane. Przebywanie tam było po prostu absolutną przyjemnością, nawet przycisk do windy był pięknie zaprojektowany. Pod koniec tygodnia zaś pojechałem do hotelu pewnej sieciówki, gdzie brakowało miejsca, było niewygodnie, oświetlenie było okropne i do tego było za gorąco. Projektowanie czyjegoś doświadczenia w przestrzeni może więc zrobić ogromną różnicę.
Jak przebiega Twój pobyt w Polsce?
Nigdy wcześniej nie byłem ani w Polsce, ani w Gdańsku. Słyszałam, że to piękne miasto, i rzeczywiście – przyjazd tutaj i zwiedzanie go to prawdziwa przyjemność. Jestem tu od kilku dni i czerpię wiele inspiracji z podziwiania muzeów i architektury w mieście. To, jak dobrze jest zachowane, jest naprawdę inspirujące.
Na koniec powiedz, jak się rozwija Twój najnowszy projekt, „Echo Wood”?
Świetnie! „Echo Wood” to projekt artystyczny, w ramach którego sadzimy 365 drzew, aby stworzyć dzieło sztuki na dużą skalę. Będą rosły od 50 do 100 lat. Każde drzewo ma swojego sponsora i niesie jakąś wiadomość. Organizacja charytatywna, która zainicjowała ten projekt artystyczny, zebrała do tej pory ponad 100 tysięcy funtów. Lubię współpracować z organizacjami charytatywnymi i pomagać im osiągać cele i zadania poprzez takie kreatywne projekty. Dlatego teraz mam fundację – Jerram Foundation – i często wspieram organizacje charytatywne projektami artystycznymi, aby uczynić świat lepszym miejscem.

Księżyc można oglądać do 4 lipca w Nadbałtyckim Centrum Kultury
Fot. MAGAZIF
Baza produktów
Inne ciekawe eventy
Gdynia Design Days 2026
chyba śnisz…
Dubai Design Week 2026
ARKEDA 2026

