Ziarna i plewy. Kilka refleksji po Warsaw Home

Za nami czterodniowe święto polskiego designu. Czy na pewno było to święto, jakiego oczekujemy i którym pragniemy się chwalić? Refleksjami z targów dzieli się redaktor naczelna MAGAZIF.com, Katarzyna Księżopolska.

Największe polskie targi branży meblowej, jak mówią o nich organizatorzy, właśnie się zakończyły. Trwające w dniach 7-10 listopada wydarzenie przyciągnęło wielu odwiedzających… jak zawsze. Nadarzyńskie hale wypełniły się różnej jakości produktami mającymi w założeniu ozdabiać nasze wnętrza, a także ludźmi – na frekwencję zapewne nie będzie można narzekać. Rozpędzona maszyna działa… zdaje się jednak, że do czasu, choć powierzchnie handlowe na kolejną edycję według brzmiących w głośnikach komunikatów sprzedają się jak świeże bułeczki.
Rolą mediów jest odfiltrowywać to, co wartościowe, od tego, czego lepiej nie pokazywać światu. Rozdzielać ziarna od plew. Wychwycić to, co nowe i piękne, oraz przemilczeć to, co było słabszym punktem. Zwykle tak było, bo nieustannie marzą mi się targi pełne zachwytów, ale rzecz jasna jest to pewna utopia, która nie zdarza się nawet w Mediolanie. Wydaje mi się jednak, że tym razem nie chodzi o gust czy wrażenie, ale o zwykłą dziennikarską uczciwość, w której przemilczenie czy niedopowiedzenie wpisywałoby się nie w takt, ale w zatajenie prawdy.

Ziarna i plewy. Kilka refleksji po Warsaw Home

Gdy jedna gwiazda świeci najjaśniej

Po raz kolejny targi odwiedził Karim Rashid. Z jednej strony to dobrze, że gwiazda tego formatu wspiera polskie wydarzenie, nieco gorzej, że obecność projektanta przy braku innych znanych nazwisk sprawia, że w kuluarach słyszy się, że był on więcej razy w Nadarzynie niż zwykły Kowalski albo że nie ma Warsaw Home bez Karima.

Śmieszki-heheszki jednak na bok, wszak znany na świecie projektant przedstawił na scenie głównej cenną refleksję na temat projektowania w kontekście oryginalności powoływanych do życia projektów i idącego za nimi komfortu.  – Jeśli widzisz coś, czego wcześniej nie było, a co urzeka, to czujesz, że żyjesz: gdy poruszasz projektami zmysły, niczym robi to smakowite danie serwowane ci po raz pierwszy w restauracji – włączasz dotyk, smak, zapach – wówczas to jest to – wybrzmiała konkluzja.

Tymczasem, chodząc po przestrzeniach targowych, trudno było się zachwycić. A przynajmniej nie od razu.

Podobnie program wykładów na scenie głównej nie był ani specjalnie promowany, ani szczególnie zróżnicowany tematycznie (w mojej opinii wykłady o home stagingu w takim natężeniu zniesie jedynie prawdziwy pasjonat). Kto chciał posłuchać rozmów w nieco bardziej sprzyjających warunkach, pozbawionych handlowego zgiełku i monotematyczności, powinien udać się do strefy Archiday, gdzie na scenie faktycznie ciągle coś się działo.

Nie ładne, co ładne, ale co się komu podoba

Znowu było nierówno. Wyciskarki obok projektów polskich designerów, które widzimy w Paryżu czy Mediolanie. Maszyny obok fajnych premier mebli.
Poza tym: złote łańcuchy, puchate skarpetki, skórzane torby i poduszeczki z nadrukami zaczerpniętymi z fauny i flory w hali F, uznawanej dotąd za najbardziej reprezentacyjną. Wiemy, że i takie produkty znajdą niewątpliwie swoich odbiorców, ale stanowią przy tym dość odległe skojarzenie, jeśli chodzi o aranżację wnętrz.

Istnieje tu jedna zasadnicza sprawa: targi mają edukować. A jak edukują przy takiej prezentacji? Nijak. Dlatego w końcu znowu postawić należy pytanie o to, co i jak pokazywać masowemu odbiorcy. Według mnie raczej to, co jakościowe, a nie zawsze to, co się innym spodoba – wówczas nie ruszymy z miejsca w kwestii kształtowania gustów odwiedzających z wciąż kulejącą u nas estetyką zapodawaną masowo przez gazetki z marketów i dyskonty meblowe, w czego efekcie nadal będziemy kupować balony i łańcuszki na targach designu.

Zamiast też włączać w event tak wiele hal, które mają puste przestrzenie, można ograniczyć ich liczbę i ułożyć to mądrzej. Widać po targach odbicie problemów, z jakimi mierzy się branża – mniejszą ilość zamówień, mniej premier (choć akurat ja jestem z tych, którzy uważają, że nie na każdych targach trzeba pokazywać nowy produkt, co ma sens, gdy mówimy o zrównoważeniu).

Nadmienię, że do tego sposobu wystawiennictwa też wypada się przyłożyć i to też powinna być lekcja dla wystawców. Ustawienie mebli w randomowy sposób, masowo, jak w domach meblowych pod koniec lat 90. nie jest atrakcyjne i nigdy już nie będzie. Drobne dodatki, przemyślany sposób zaaranżowania ekspozycji serio robią robotę i nawet jeśli ze strony organizatora wydarzenia nie można na wiele liczyć (a takie głosy pojawiają się w kuluarach), stoisko to projekt, który musi być spójny. Zawsze.

Poza tym kulało także oznaczenie hal. Już na samym wejściu do hali F nagle się okazywało, że nie tędy, a tamtędy, bo tu jest tylko wyjście, wejście jest gdzie indziej. A komunikat w formie naklejek (zdartych w ostatnich dniach), że jesteś w hali takiej a takiej, bez puntu odniesienia, gdzie są inne… staje się lekcją way-findingu bez map.

Wyprawa po złote runo

Wiecie, w powyższym głosie chodzi mi o to, że genialne stoiska takie jak Ciarko, Zięta czy Tabanda, powinny iść w ramię w ramię ze znakomitymi projektami (o nich przeczytacie za chwilkę w innym artykule) – i to nie jako wyróżniki odkryte niczym złote runo na wielkiej wyprawie designautów w krainie wszelakich produktów, ale  jako coś naturalnego, mającego równie dobre tło. Bo dobre rzeczy na wydarzeniu, któremu nadaje się taką rangę, powinny jawić się jako coś oczywistego,  a to byłoby możliwe, np. gdyby zostało poddane wcześniej ocenie przez kompetentny zespół – co nie powinno dziwić, zważywszy na fakt, że mamy już w Polsce wydarzenia z radą programową, która mówi „stop!”, tam, gdzie trzeba.

Może dlatego niektóre z marek, jak Tylko, Nobonobo z Miloni czy Wise habit zaprosiło nas zamiast na targi – do swoich miejsc w centrum Warszawy.

Na zakończenie napiszę, że życzę sobie, aby ten polski miks i match owocował wydarzeniami z wiekszą klasą. Profesjonaliści z wyborem sobie poradzą, ale to trochę tak, jakby liczyć na to, że wykonają oni pracę organizatorów. Niestety nadal to organizatorzy właśnie powinni odrobić lekcje – i to w podstawach, bo do zadań z gwiazdką jeszcze długa droga.

 

Oceń ten artykuł

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

0 / 5. 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

Katarzyna Księżopolska - Redaktor naczelna MAGAZIF.com

Redaktor naczelna portalu MAGAZIF.com. Z wykształcenia socjolog i filolog polski. Autorka wywiadów, relacji z wydarzeń, poradników i raportów dla branży architektury, designu i wnętrz; moderatorka paneli dyskusyjnych, rozmów i spotkań; prowadząca warsztaty i konsultacje dla architektów i projektantów w zakresie komunikacji. Kierowniczka produkcji filmów dokumentalnych, poświęconych branży wnętrzarskiej. Cyklicznie dokonuje autorskiego przeglądu inspiracji, nowości oraz wydarzeń branżowych w ramach formatu „MAGAZIF NEWS”. Zasila szeregi jury najważniejszych konkursów branżowych w Polsce – m.in. Dobry Wzór, Międzynarodowe Biennale Architektury Wnętrz w Krakowie, Diament Meblarstwa, niegdyś również plebiscytu must have przy ŁDF. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywała w branży badawczej, zajmując się badaniami marketingowymi, koordynacją międzynarodowych projektów oraz consultingiem dla firm. Miłośniczka designu i mody.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama