Aktualny motyw: Kuchnie i garderoby szyte na miarę

Mecenas motywu

Czas na zmiany: Areta Szpura

Będąc w Local Heroes podbiła szafy i serca gwiazd. Zupełnie zmieniła front, bo po blisko dekadzie wycofała się z branży. Wydała książkę o tym, jak żyć świadomiej i jak ratować naszą planetę, póki jeszcze mamy na to czas. Przed Wami Areta Szpura.

Areta po 10 latach spędzonych w blogosferze i w świecie mody zmieniła kierunek o 180 stopni, mimo pasma spektakularnych sukcesów marki Local Heroes na arenie międzynarodowej. Dlaczego? Ciemna strona przemysłu tekstylnego skłoniła ją do podjęcia ważnych decyzji i tym samym opuszczenia branży mody na rzecz ruchu proekologicznego i edukacji o małych-wielkich krokach dla lepszego jutra. Jej książka „Jak uratować świat, czyli co dobrego możesz zrobić dla planety” to dopiero początek!

Katarzyna Księżopolska (MAGAZIF): Pewnie wszyscy Cię o to pytają – czy branża fashion ma według Ciebie brzydką twarz?
Areta Szpura: Oczywiście, że ma, dlatego też podziękowałam jej za współpracę.

A co w niej takiego brzydkiego?
To, że doszliśmy do pewnego dziwnego miejsca, również w kontekście gospodarki, gdzie utalentowani ludzie spędzają całe dnie tylko po to, żeby zaprojektować i wypuścić do sprzedaży rzeczy jak najtańszym kosztem. Potem namawiają innych do ich kupowania i wydawania na nie ciężko zarobionych pieniędzy, mimo że ci kompletnie ich nie potrzebują. Innymi słowy, poświęcamy swój czas, który moglibyśmy zupełnie inaczej spędzać niż na pracy, po to, żeby kupować rzeczy, których nie potrzebujemy – i to jest pierwszy absurd, który dotyczy całej gospodarki i kapitalizmu. Mimo że praktycznie 10 lat spędziłam w branży modowej, kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, że ma ona taką złą stronę. Co tydzień jest inna witryna w sklepie i co miesiąc magazyny modowe namawiają do kupowania nowych rzeczy. Jest to spowodowane tym, że nam się wydaje, że jeżeli tego nie zrobimy, to będziemy nieszczęśliwi, albo nie będziemy lubiani, czy akceptowani. Tymczasem rzeczy te są po prostu robione jak najtańszym kosztem, a konsekwencje tego ponoszą zarówno ludzie, jak i środowisko. Tak jak wszystko, ubrania też są robione z surowców, które mamy ograniczone.

zdjęcie Arety Szpury w jeansowej kurtce z czerwonymi okularami na głowie na tle żółtej ściany

Jasne. To teraz zapytam Cię o ten moment, w którym zdecydowałaś się na zmianę – pamiętasz, czy to był może jakiś impuls, może jakaś rozmowa, może jakaś informacja o kondycji planety, może jakaś prognoza o tym, kiedy nam się skończy woda pitna, czy inne dobra? Czy to był u Ciebie jakiś proces, który – powiedzmy – ewoluował?
Wiesz co, to był proces – zaczęło się od książki, która pokazywała, w jaki sposób działa machina marketingowa i produkcyjna. Książka ta otworzyła mi oczy, a za nią była kolejna , a za nią kolejny dokument i kolejny artykuł… i tak to poszło. Z każdym kolejnym odkrywanym faktem budziła się we mnie coraz większa niezgoda na to, żeby uczestniczyć w tym systemie.

A co dziś Ci najbardziej przeszkadza w świecie, w ludziach? 
Po pierwsze, to chyba takie poczucie braku sprawczości, które w nas jest wręcz kultywowane, żebyśmy za bardzo się nie wychylali, a po drugie to green washing. W tym momencie wszystko jest ekologiczne, a firmy starają się zdobywać certyfikaty, który nie wiadomo, skąd się wzięły – byle tylko móc nakleić na swoje produkty zieloną etykietę. W tym samym czasie ludzie nie mają czasu zgłębiać każdego przypadku i są skłonni zapłacić więcej za produkt, który tak naprawdę wcale nie jest lepszy dla planety – jest po prostu efektem kolejnego zabiegu marketingowego.

To usypia świadomość i czujność według Ciebie?
Tak.

To po prostu niesamowite, że nadal znajdujemy się na etapie ustalania, czy to rzeczywiście się dzieje, a nie adaptacji do tego, co się wydarzy

Ale od czegoś taką zmianę trzeba zacząć. Spójrzmy może najpierw na perspektywę mikro – co może zrobić każdy z nas, no i właśnie – od czego zacząć, we własnym domu, we własnym mieszkaniu?
Zacząć od siebie to najlepsza rzecz, jaką możemy zrobić. A zacznijmy, no właśnie, od właściwego segregowania śmieci, by wiedzieć, że coś nie powinno wylądować tutaj, np. paragon nie powinien iść do papieru, a takie opakowanie powinno trafić do zmieszanych, a nie do recyklingowanych – to jest nieustanna nauka. Kolejna rzecz: ograniczenie jednorazowego plastiku, zwłaszcza tam, gdzie nie musimy go używać. Rozkłada się on kilkaset lat, jest szkodliwy dla nas, dla środowiska, a używamy go bezrefleksyjnie i wyrzucamy do kosza, bo nie mamy pojęcia, że tak naprawdę proces recyklingu surowców na świecie to jest kilkanaście procent, reszta ląduje na wysypiskach, emitując jeszcze więcej szkodliwego metanu, czyli gazu cieplarnianego do atmosfery, albo dostając się do środowiska, do mórz i oceanów. Jednocześnie musimy dokonywać wyborów zakupowych, a z drugiej strony – domagać się od firm, żeby przemycały takie rozwiązania, żeby nas to więcej nie kosztowało i to oni byli odpowiedzialni za opakowanie, czy za produkt, gdy skończy on swoje życie. Trzeba działać – działać globalnie, działać lokalnie i najprostszą rzeczą, jaką możemy zrobić to np. pójść głosować, bo ten temat pojawił się w wyborczych obietnicach. Dziś tak dużo o tym mówimy i od pewnego czasu wiemy o konsekwencjach, które nas czekają, że jest to po prostu niesamowite, że nadal znajdujemy się na etapie ustalania, czy to rzeczywiście się dzieje, a nie adaptacji do tego, co się wydarzy.

zdjęcie Arety Szpury w czerwonej kurtce z torbą siatkową z owocami i warzywami

Jednak ten świat pędzi i nie chce się zatrzymać. A budowanie świadomości gdzieś w społeczeństwie po pierwsze – dopiero raczkuje, po drugie – i tak będzie gros ludzi, którzy będą konsumować tu i teraz, bo sprawa myślenia o naszej planecie w długim dystansie czasu ich nie dotyczy… Powiedz mi, czy miewasz momenty frustracji? Momenty, kiedy się po prostu wkurzasz?
Oczywiście, zwłaszcza gdy ktoś mówił mi, że problem nie istnieje. Albo, że go to nie obchodzi. Albo, że właśnie: co on może sam zmienić. Odczuwam empatię w kierunku takiej osoby, bo wiem, że to nie jest raczej zła wola, tylko fakt, że ktoś w takich przekonaniach po prostu wyrósł, nasiąknął nimi i jest mu trochę trudno zmienić swoje działania i myślenie.

A nawracasz? Jesteś osobą, która nawraca, gdy słyszy, że ktoś myli się, albo…
Tylko jeżeli widzę, że jest chęć z drugiej strony. Na siłę nie ma to w ogóle sensu i szkoda naszego czasu i energii. Natomiast jeśli ktoś jest ciekawy tematu i otwarty, chętnie porozmawiam.

Muszę zapytać, czym jest dla Ciebie świadome kupowanie. Czy w ogóle istnieje coś takiego?
Jak najbardziej – to jest chyba jedyne kupowanie, które powinniśmy praktykować, a w przemyśle wnętrzarskim, tak jak we wszystkim, powinno to być kupowanie rzeczy, które są dobrej jakości, które wystarczą na lata. Zawsze jak mam coś kupić do domu, to jednak sprawdzam pięć razy na portalach, czy nie ma używanego, czy na jakiejś „śmieciarce” tego nie ma, czyli czy właśnie nie mogę tego kupić z drugiej ręki. Ostatnio widziałam, że ktoś oddał na śmietnik regał Hałasu o wartości 14 tysięcy złotych. Fajnie, że są takie grupy i ludzie, którzy tego typu rzeczy odzyskują. To też kwestia innowacji i recyklingu – to super, że idzie to w tę stronę.

zdjęcie Arety Szpury w jeansowej kurtce w czerwonej czapce trzymającą białą torbę z napisem Thank You for Using Me!

A gdybyś miała się teraz wprowadzić do mieszkania – mówię np. o rynku wtórnym – to jakimi materiałami i meblami byś je urządziła? Skąd byś je pozyskała? Mówiłaś o np. o portalach, gdzie można kupić przedmioty z drugiej ręki, ale też, czy stosowałabyś jakiś upcycling, użyłabyś może jakichś starych rzeczy, które byś poddała renowacji?
Na pewno. Uwielbiam wymyślać swoje idealne mieszkanie. Jest to dla mnie przyjemne, szukanie nawet jakichś ofert mieszkań, do sprzedaży czy wynajmu… Jeżeli miałabym urządzić własne, to na pewno postarałabym się, żeby było jak najbardziej z odzysku, z jakiegoś upcyclingu, recyklingu. Część rzeczy to te odratowane, odrestaurowane, ale też gdybym znalazła jakieś fajne marki, które korzystają z nowych technologii to też z chęcią bym je wsparła. Taki eklektyczny miks. Ważne przy takiej opcji budowania, czy remontu, żeby tak go planować, żeby jak najmniej materiału się zużyło i zmarnowało – od jakiegoś kładzenia kafelków i wymierzania rzeczy.

Czyli na pytanie jak według Ciebie dziś projektować, bo rynek mieszkaniowy się stale rozrasta, to właśnie to używanie starych rzeczy i być może pozostawienie w projekcie przy jakiejś renowacji np. biura, restauracji ze starego tyle, ile się da?
Tak, bo to jest bzdura, że w biurach co 5 lat wymienia się wszystkie meble, które mają gwarancję na kilkadziesiąt lat bardzo często – no to jest totalna bzdura, a dwa – no to też bardzo lubię śledzić czy cały dział, że tak powiem – budownictwa pasywnego, ekologicznie pozytywnego i też sobie marzę, że jednego dnia będę mogła wybudować sobie taki domek, który będzie mógł stać blisko Warszawy, ale jednak w lesie i będzie totalnie niezależny energetycznie. Technologie tego typu bardzo mnie cieszą, że jest ich coraz więcej, a polskie firmy często w takich rozwiązaniach przodują.

Chciałam też zapytać o festiwale designu, bo pokazuje się na nich coraz więcej rozwiązań, które są niejako wymierzone w ten nasz pęd do konsumpcji, co by nas pohamować, czy też pęd do posiadania i pojawiają się różne propozycje, np. materiały biodegradowalne. W zeszłym roku na Łódź Design wygrał zestaw ubrań dla dziecka Petit Pli, które wraz z nim rośnie. Myślisz, że pokazywanie takich projektów ma sens, ma pewną edukacyjną rolę?
Jak najbardziej, myślę, że jest to w tym momencie największa rola designu, żeby zamiast skupiać się na ładnych rzeczach, to użyć tych wspaniałych głów do tego, żeby projekty były nie tylko ładne, ale żeby były funkcjonalne, jak najbardziej sprawcze i jak najmniej obciążające paletę materiałów. To jest wyzwanie dla projektantów.

zdjęcie Arety Szpury w jeansowej kurtce w czerwonej czapce

Widziałyśmy się przy okazji 16. edycji OKK! design, której motywem był biophilic design. A jak Ty sama postrzegasz tę bliskość z naturą, czym to dla Ciebie jest?
To jest coś, czego nam na pewno brakuje. Mam w ogóle wrażenie, że to odcięcie od natury jest głównym powodem tego wszystkiego, co mamy teraz – gdybyśmy cały czas byli blisko z tą naturą, z tym kręgiem życia, to byśmy w ogóle nie wpadli na pomysł kapitalizmu, czy pozyskiwania zasobów bez przemyślenia, bo byśmy pamiętali, że człowiek, jak wszystko, jest po coś. A my odcięliśmy się betonem od naszych korzeni i stwierdziliśmy, że wiemy lepiej, że sami sobie damy radę i okazuje się, że jednak nie jest tak, jak nam się zdawało i że jesteśmy uzależnieni od tej przyrody.

Ona była długo przed nami, prawda?
Dokładnie, ona wiele wie i dopóki my sobie tego nie przypomnimy i nie weźmiemy do serca, to myślę, że nigdzie się dalej nie wybierzemy. Musimy niestety wrócić do tych myśli i też wydaje mi się, że to się dzieje. Super, że uczymy się na błędach i dobrze by było, żebyśmy teraz po prostu w miarę sprawnie i szybko przeszli do jakiegoś nowego systemu, w którym zasady będą inne.

A najbardziej szokujący fakt, który przemówi do tych najbardziej nieprzekonanych, że coś musimy zmienić?
Może to, że to po prostu stanie się w ich życiu, bo to będzie kwestia 5, 10 lat kiedy będzie problem z żywnością, z dostępem do wody i po prostu grozi nam głód i kataklizm na skalę światową. I że to nie są przyszłe pokolenia tylko to jest „tu i teraz”, a im wcześniej zaczniemy działać i adaptować się do zmian, tym większa szansa, że jakoś to przetrwamy.

A jakie masz plany na najbliższy czas? Co będziesz robić pod kątem swoich działań?
Mnóstwo projektów, pracuję nad nową książką, ale to jeszcze świeży temat. Cieszę się, że mam takie życie, że w sumie każdy dzień jest zupełnie inny. Nauczyłam się nie przejmować i po prostu codziennie rano staram się, żeby jak najlepiej wykorzystać dany mi dzień, czas i robić różne rzeczy dla świata.

Dziękuję za rozmowę.

Fot.: Michaela Metesová