Mieszkanie zostało zaprojektowane na potrzeby własne architekta i jego partnerki. Impulsem do podjęcia tej inwestycji była naturalna potrzeba większej przestrzeni, swobody oraz początek kolejnego etapu we wspólnym życiu. Z uwagi na duże doświadczenie właściciela w prowadzeniu prac budowlanych, para zdecydowała się na poszukiwanie lokalu wymagającego generalnego remontu. Proces ten nie trwał długo, a lokalizacja w pobliżu dotychczasowego miejsca zamieszkania okazała się ogromnym atutem logistycznym przy tak szerokim i czasochłonnym zakresie prac.

Misja: generalka
Bazą do stworzenia projektu stało się prawdopodobnie nigdy nieremontowane mieszkanie w 30-letnim bloku na warszawskim Służewcu. Oprócz nowej elewacji budynku, lokal posiadał tylko dwa elementy warte zachowania: okna oraz parapety z konglomeratu. Te drugie stały się nieoczekiwaną inspiracją i jednym z materiałów wyznaczających kolorystykę całego projektu.
Głównym założeniem było stworzenie wygodnej przestrzeni do życia, pracy i wypoczynku dla dwojga. Celem stało się przearanżowanie klasycznego układu tzw. M3, mającego swoje korzenie jeszcze w okresie PRL-u, na nowoczesny plan funkcjonalno-przestrzenny, który nie odbiega od współczesnych standardów deweloperskich, a pod pewnymi względami nawet je przewyższa. Współczesne inwestycje, pomijając znacznie większą gęstość zabudowy, często oferują mieszkania wielopokojowe usytuowane po jednej stronie budynku. Sprawia to, że są one trudne do przewietrzenia, nawet mimo stosowania nowoczesnej wentylacji mechanicznej. W okresie PRL standardem były mieszkania dwustronne – i ten atut postanowiono tutaj wykorzystać. Co istotne, wstępny układ funkcjonalny został zaprojektowany jeszcze przed ostateczną decyzją o zakupie nieruchomości. Jak radzi autor projektu – jest to niezwykle rozsądne działanie przy planowaniu tego typu inwestycji.
Na łącznej powierzchni 63 metrów kwadratowych udało się wygospodarować aż 6 pomieszczeń (nie licząc przedpokoju):
- salon z aneksem kuchennym i wyspą, w którą wbudowano stół dla 6 osób,
- dwa gabinety: główny, pełniący również funkcję pokoju gościnnego, oraz drugi – mniejszy, przylegający do sypialni,
- sypialnię z bezpośrednim dostępem do garderoby,
- wygodną łazienkę wyposażoną w wannę z funkcją prysznica.

Całość została klarownie podzielona na dwie strefy: dzienną i nocną.
Modern retro nad Dolinką
Oprócz wspomnianych na wstępie parapetów z konglomeratu Calacatta, inspiracją do powstania projektu był fotel vintage projektu Zenona Bączyka, pochodzący z rodzinnego domu partnerki architekta. Jest to jedyny mebel, który został tu wkomponowany „z zewnątrz”. Podczas jego renowacji dobrano kolor ramy i tapicerki tak, aby były spójne z pozostałymi elementami wystroju. Wyznaczyło to jeden słuszny kierunek: styl mieszkania musiał nawiązywać do lat 60. i 70. XX wieku, ale jednocześnie czerpać z rozwiązań i materiałów najnowszej technologii. Powstało zatem eklektyczne wnętrze w stylu Modern Retro z wyraźnymi wpływami klasycznego century modern.
Kolorystyka bazująca na drewnie
Bazą materiałowo-kolorystyczną – jak na stylistykę mid-century przystało – stało się drewno, którego jest tu wiele. Fornir dębowy oraz lity dąb stanowią fundament materiałowy. Uzupełnieniem było poszukiwanie jednego, dominującego koloru. Wybór padł na ciemny, ziemisty odcień zieleni. Idealną barwę udało się znaleźć na płytkach ceramicznych włoskiej marki Settecento (dość mało popularnej w Polsce) oraz na zbliżonym do nich kolorystycznie materiale obiciowym. Wspomniany wcześniej dębowy fornir również został wybarwiony bejcą zawierającą subtelne, zielone tony, aby we wspólnym zestawieniu elementy te grały ze sobą idealnie. Wykorzystana seria Abacus od Settecento wyróżnia się wyjątkową, przestrzenną formą i oferuje beż idealnie pasujący do wybranej zieleni. Został on użyty zarówno w łazience, jak i w pasie nad blatem w kuchni, spajając te pomieszczenia.

Uzupełnieniem podstawowych materiałów stało się ubranie mieszkania w „srebrną biżuterię”, którą stanowi ponadczasowy, błyszczący chrom. Jest go tu dużo – występuje na armaturze, klamkach, uchwytach i dodatkach.
Łuki i obłości
Głównym motywem formy są tu obłości i łuki. Zaokrąglenia występują niemal wszędzie, ale są subtelnie przełamane prostymi liniami. W wielu miejscach buduje to wrażenie „miękkości”, zrównoważonej prostą bryłą – jak na przykład wyspa kuchenna w formie monolitycznego bloku. Choć we wnętrzu znajduje się sporo detali, bliżej mu do minimalizmu zbudowanego z prostych kształtów niż do organicznej, przeładowanej zdobieniami formy. Przebijają się tu również elementy pop Art i space Age, widoczne na przykładzie kinkietów i lamp w kształcie charakterystycznych dla lat 70. „oponek”.

Bez przypadku
W tym projekcie żaden element nie jest przypadkowy, a hasłem przewodnim jest „spójność”. Drewno ma wszędzie ten sam odcień, materiał tapicerki powiela się na wielu różnych powierzchniach, a te same płytki i blaty występują zarówno w kuchni, jak i w łazience. Nie tylko zabudowy meblowe zostały zaprojektowane i wykonane na indywidualne zamówienie, ale również takie elementy jak drzwi, lustra w łazience i holu, czy łóżko w sypialni. Dopełnieniem tego indywidualizmu są dwa obrazy w salonie, własnoręcznie namalowane przez architekta specjalnie do tego wnętrza.

Aż 40 źródeł światła
Największy nacisk w projekcie położono na oświetlenie. Występuje tu ponad 40 indywidualnych źródeł światła. Są to lampy, kinkiety oraz ambientowe oświetlenie LED ukryte w meblach czy suficie. Wszystkie emitują światło o jednakowej temperaturze barwowej 3000K. Większość z nich jest ściemnialna i sterowana zarówno klasycznymi włącznikami, jak i mobilnie – przez system Smart Home. Pozwala to nie tylko na zapewnienie komfortu pracy, ale też na niezwykłe podbicie przytulności pomieszczeń wieczorami. Dobór odpowiednich opraw był wyzwaniem i często wymagał modyfikacji fabrycznych lamp, aby sprostały one wymogom spójności kolorystycznej oraz sterowania.
A co pod spodem?
Realizacja projektu w tego typu budynkach zawsze niesie za sobą trudności i nieprzewidziane problemy do rozwiązania na bieżąco. Nigdy nie wiadomo, jaki jest stan posadzki pod podłogą czy tynku na ścianie, dopóki ich nie naruszymy. W tym przypadku obie te powierzchnie przyniosły niespodzianki, co powiększyło zakres prac. Największą trudnością były krzywizny ścian, stropu i podłóg. Podłoga wymagała nowej wylewki, ściany nowych tynków, a pod stropem konieczne było wykonanie sufitu podwieszanego. Dzięki zastosowaniu technologii M-System od Atlasa udało się wykonać go bardzo blisko stropu, obniżając wysokość pomieszczeń w stopniu minimalnym.
Spojrzenie ku górze
Sufity zaplanowano na dwóch poziomach. Ten niższy stanowi obudowę kanału wentylacji (po przeniesieniu kuchni do salonu) oraz szerokie maskownice elektrycznych karniszy. Różnice poziomów wykończone są efektownym zaobleniem. Sprytnym zabiegiem, dzięki któremu udało się uzyskać taki układ funkcjonalny i zaoszczędzić powierzchnię, jest ścianka instalacyjna pomiędzy kuchnią a łazienką. W jednej ściance G-K o grubości kilkunastu centymetrów udało się ukryć wszystkie nowe instalacje wodno-kanalizacyjne zasilające kuchnię i łazienkę, baterie podtynkowe, a ponadto wbudować szafki łazienkowe ukryte za taflami luster.
Galeria zdjęć













Fot. Mikołaj Dąbrowski
oprac. na podst.: mat. prasowe D’ARCH Kamil Urbański
Baza produktów
Inne ciekawe eventy
Gdynia Design Days 2026
ARCHITECT@WORK Warsaw 2026
Wystawa „Nów w Pełni” / Poza przedmiotem
Antwerp Design Week 2026
Cersaie 2026




