Targi Warsaw Home od lat budzą mieszane uczucia – i chyba nie bez powodu. To wydarzenie, które z jednej strony przyciąga uwagę skalą i ambicją, z drugiej zaś coraz wyraźniej ujawnia swoje ograniczenia. O zakończonej właśnie edycji rozmawiają architektka, dr Karolina Janczy oraz Kasia Ksieżopolska (red. naczelna MAGAZIF.com).
Komercyjny charakter imprezy sprawia, że organizatorzy stawiają raczej na ilość niż jakość, co odbija się na ogólnym odbiorze ekspozycji. Brak wyraźnej selekcji skutkuje tym, że w halach obok imponujących, dopracowanych stoisk marek o międzynarodowym zasięgu pojawiają się ekspozycje, które sprawiają wrażenie przygotowanych w pośpiechu, bez spójnej koncepcji i z minimalnym budżetem, rodem z minionych dekad. Efekt? Estetyczny chaos, który potrafi skutecznie przyćmić nawet najlepsze prezentacje.
Nieudane targi naprawia się działaniami przed, a nie krytyką po. Sukces wydarzenia rodzi się z przygotowań, nie z późniejszych pretensji.
– dr Karolina Janczy, Janczy Studio
To właśnie ta nierówność – zarówno wizualna, jak i jakościowa – stanowi największy problem Warsaw Home od lat (wszak mogłabym wiele spostrzeżeń zachować z tekstu pisanego przed laty). Zdarzają się momenty zachwytu, ale trudno utrzymać je długo, gdy kilka kroków dalej trafiamy na stoisko, które bardziej przypomina przypadkowy kącik handlowy niż przestrzeń prezentacji designu.
A jednak – czy mamy alternatywę? W Polsce to wciąż jedyne targi o tej skali, które pozwalają spotkać w jednym miejscu tylu producentów, architektów i projektantów. Warsaw Home pozostaje więc wydarzeniem potrzebnym, choć dalekim od ideału. Może kiedyś doczekamy się edycji, w której ilość ustąpi miejsca jakości – na razie jednak trzeba pogodzić się z tym, że to wydarzenie, które łączy to, co najlepsze i najgorsze w branży wnętrzarskiej.
Fot. Łukasz Domiza / MAGAZIF.com
Baza produktów
Inne ciekawe eventy
BUDMA 2026 Interior Design
TARGI BUDMA 2026 – Międzynarodowe targi budownictwa i architektury
TRŁ! Kraków 2025



