fbpx

O filozofii projektowania i drodze na szczyt – wywiad z Jankiem Sikorą

Właściciel pracowni Sikora Wnętrza Architektura, wykładowca i mówca inspirujący wielu początkujących projektantów – Janek Sikora. W wywiadzie dla MAGAZIFU opowiedział o rozwoju swojej kariery i sformułował kilka rad dla początkujących projektantów.

Czy mógłby Pan wymienić cechy, jakimi powinien charakteryzować się dobry projektant? Jakie czynniki decydują o sukcesie danej osoby?
Po pierwsze: powinien być szczery – najpierw w stosunku do samego siebie, a potem w stosunku  do odbiorcy swoich działań. Projektowanie zaczyna się od zadania sobie pytania: „Dlaczego chcę to robić?” To, co jest istotne w projektowaniu, to uczucia i emocje. Są to wartości, których nie da się wyrazić za pomocą słów. Po drugie: kluczowe jest bycie pracowitym. Po trzecie: należy słuchać tego, co mówią inni, być otwartym na ich sugestie, uwagi. Po czwarte: liczy się dobra zabawa. Jeśli jesteś zbyt „usztywniony” i w taki sposób podchodzisz do własnych działań, to (paradoksalnie) nie będziesz traktowany zbyt poważnie. Po piąte: wymyślaj siebie cały czas na nowo, patrz w przyszłość, nie rozpamiętuj porażek.

Te uniwersalne prawdy są promowane przez wiele osób (np. mówcę motywacyjnego i milionera, Richarda Bransona oraz autora książek z zakresu coachingu, Simona Sinka). Jednak to wdrożenie ich w życie jest kluczowe.

nowoczesno umeblowane mieszkanie ze ścianą z cegły i szarymi meblami
Garnizon popart softloft  – realizacja Janek Sikora

Czy tworząc swoje aranżacje, kieruje się Pan pewnymi wypracowanymi przez siebie regułami, czy może woli Pan eksperymentować lub też zasady dopasowuje Pan do kontekstu, zlecenia itd.? Jakie są to zasady?
W naszej pracowni dokładnie dopracowujemy i planujemy proces projektowy. Dzięki temu zyskujemy miejsce – przestrzeń na nieskrępowany akt twórczy. Gdy mam wstępne informacje od inwestora i znam kontekst miejsca, wówczas mogę to wszystko po swojemu „poukładać”. Zostałem projektantem, by móc działać kreatywnie. Dlatego też zawsze wymyślam dane miejsce od podstaw, kreuję nowy styl i charakter tej przestrzeni. Moim zdaniem to właśnie stanowi sens prowadzenia pracowni. Nigdy też nie oglądam żadnych inspiracji przed stworzeniem projektu, nie mam konta na Pintereście. Nie mam również telewizji ani smartfona. Połowę tygodnia spędzam na spacerach oraz w małym domku w lesie, gdzie zajmuję się rąbaniem drewna. W moim biurze też pracujemy na podobnych zasadach. Jeśli podchodzisz do swojej pracy poważnie, starasz się i wywiązujesz się z terminów, to możesz mieszkać na drugim końcu świata. Moja prawa ręka, Agnieszka, jest w biurze raz na pół roku i dogadujemy się świetnie. W pracy, którą się zajmujemy, chodzi o szczerość, innowacyjność i głębsze wartości, a nie o budowanie „fabryki” generycznej dokumentacji.

białe wnętrze z ciemnymi drewnianymi podłogami i długimi zasłonami
Dom w Toruniu – Janek Sikora

różowa kanapa we wnętrzu białego pomieszczenia
Apartament nad morzem – Janek Sikora

Pańska firma zajmuje się projektowaniem zarówno wnętrz prywatnych, jak i komercyjnych. Czy można powiedzieć, że łatwiej tworzyć dla jednego klienta, aranżując jego własną przestrzeń? Czy może jest zupełnie odwrotnie i prywatni klienci są bardziej wymagający?
Wymagający powinien być każdy i taka postawa jest bardzo pożądana, gdy z kimś współpracujemy. To, co stanowi problem, to osoby, które przenoszą swoje osobiste „trudne charaktery” i problemy na płaszczyznę zawodowej współpracy. Najłatwiej tworzyć dla kulturalnych ludzi, którzy wiedzą, czego chcą i w jakim celu przyszli do projektanta. Realizacja obiektów jest utrudniona także w sytuacji, w której zespół decyzyjny składa się z 10-30 osób. W takich przypadkach odpowiedzialność za projekt często się „rozmywa”. Stację Kultura wykonaliśmy, działając w czteroosobowym zespole. Proces działania w ramach tego projektu jest dla mnie dobrym przykładem (a wręcz wzorem) efektywności i synergii.

Współpracuje Pan z kilkoma instytucjami kultury. Czy klienci z tego sektora mają jakieś szczególne wymagania? Na jakie elementy należy zwrócić uwagę, projektując bibliotekę czy mediatekę?
Środowisko osób współtworzących instytucje kultury jest niezwykłe. Tworząc Sopotekę (oraz współpracując z innymi instytucjami), poznałem ludzi bardzo zaangażowanych w poszerzanie swojej wiedzy. Bibliotekarze nieustająco jeżdżą po świecie i poznają najnowsze trendy odnośnie do sposobu funkcjonowania bibliotek, różnych rozwiązań funkcjonalnych, sposobu podejścia do czytelnika. To niezwykłe! W związku z tym ich wymagania się zmieniają, bywają też zaskakująco pomysłowe oraz szczegółowe. Dla przykładu: pracujemy teraz nad dużym projektem rewitalizacji starego młyna w Żorach (południe kraju). Ma on zostać przekształcony w bibliotekę. W ciągu kilku miesięcy inwestor przekazał nam relacje z wizyt, przykłady i zdjęcia pożądanych rozwiązań z pięciu wiodących europejskich krajów.

Projektując bibliotekę czy mediatekę, należy zwrócić uwagę na światowe trendy, lokalny kontekst i potrzeby inwestora. Ponadto zwróciłbym też uwagę na funkcjonalność opartą na przestrzeni użytkownika (nie zasobów). Ważną kwestią jest uwzględnienie mobilności pewnych elementów współtworzących te wnętrza. Kolejna sprawa to elementy podnoszące komfort akustyczny przestrzeni. Finalnie dane wnętrze powinno wspomagać różne formy aktywności kulturowej, co wiąże się z tworzeniem poczucia wspólnotowości i umacnianiem lokalnej tożsamości.

Jakie było największe wyzwanie na Pana drodze zawodowej?
Jakiś czas temu zaprzyjaźniony właściciel bardzo dobrej restauracji powiedział mi takie słowa: „Otwarcie restauracji ma miejsce codziennie”. Moje największe wyzwanie związane jest z tym, by nie przywiązywać się do osiągnięć, stylistyk i sposobu działania. Jeśli nie wymyślam siebie codziennie od nowa, to jak mogę być kreatywny? Dla przykładu: od początku tego roku opracowaliśmy dwanaście projektów konkursowych. Niektóre z nich to: stadion do Lagos w Nigerii, fragment wybrzeża w Mumbaju w Indiach, projekt obserwatorium na wulkanie w Turcji itp. Proszę mi uwierzyć, te projekty pokazały nam bardzo wyraźnie, co to znaczy wyjść poza strefę komfortu.

Inne wyzwanie związane jest z tym, że od roku prowadzę swój kierunek studiów w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Nazwa tego kierunku to: „Architektura Przestrzeni Kulturowych”. Działalność ta jest dla mnie dużą lekcją pokory.

Jedno z największych wyzwań w moim życiu związane było z tym, żeby nie poddać się na początku tworzenia swojej pracowni. Wówczas spotkało mnie tyle trudnych lekcji, że byłem gotowy zrezygnować z pracy projektanta. Szczęśliwie spotkałem moją żonę, która uświadomiła mi, na czym polega wartość mojej pracy, nauczyła dystansu i wytłumaczyła mi wiele spraw, które obecnie są sprawą oczywistą i stanowią DNA pracowni.

miejsce do pracy z biurkami oraz czarnymi regalami
Stacja Kultura w Rumi – Janek Sikora

nowoczesne miejsca do pracy w kolorze beżu z krzesłem
Mediateka w Sopocie (Sopoteka) – Janek Sikora

Czy mógłby Pan wskazać momenty przełomowe w Pana karierze?
Jednym z takich momentów było ukończenie realizacji projektu „Stacja Kultura”, który otrzymał najważniejsze polskie nagrody architektoniczne (Nagroda Architektoniczna Polityki, Bryła Roku, Polska Architektura XXL). Miałem wtedy 30 lat. Nagrody przyszły więc bardzo wcześnie. Był to taki „kredyt zaufania”, który czasem nie przychodzi przez całe życie. Od tego czasu zaczęły pojawiać się różne propozycje, możliwości i ciekawe okazje, by realizować się twórczo i rozwijać pracownię. Dzięki tym wydarzeniom pracuję również w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Po zdobyciu nagród moi starsi koledzy przypomnieli sobie o mnie i zaprosili do swojego grona. To bardzo dużo dla mnie znaczy, bo od czasów studiów gdańską ASP traktowałem jak swój drugi dom. To trudno wytłumaczyć, ale odczuwam bardzo silną emocjonalną więź z tym miejscem, jak również z ludźmi je współtworzącymi.

Drugim momentem przełomowym była rozmowa z moją żoną, która zasugerowała mi, że powinienem zrezygnować z pewnego bardzo prestiżowego zlecenia. Powiedziała wtedy, że przede wszystkim ważny jest komfort pracy oraz możliwość kreatywnego działania. Wówczas było mi trudno zrozumieć, że „gonienie za prestiżem” to nie wszystko. Po latach umiejętność kierowania się intuicją stała się dla mnie kluczowa. W związku z tym obecnie w firmie, którą prowadzę na pierwszym miejscu jest kultura działania i jego sens, a potem dopiero inne aspekty związane z projektowaniem.

Czy klienci często są skłonni do eksperymentów? Jak można ich do nich namówić?
Tworzenie nowego miejsca zawiera w sobie pierwiastek eksperymentowania. Nikt przecież nie wie, jakie będzie nowe miejsce. Wszystko, co możemy zrobić na początku, to wizualizowanie i prognozy. Świadomy inwestor jest już więc od początku zarażony „duchem eksperymentu”. Często samo zgłoszenie się do projektanta jest również taką decyzją. Klienci myślą wtedy często: „Ok, idę na całego – zaszalejmy”. Oczywiście, potem bywa różnie, to zależy od osobowości, ale kluczowa jest mocna koncepcja. Jeżeli inwestor widzi, że jestem w 100% przekonany do idei i jest ona „przygotowana” w profesjonalny sposób, to może mi zaufać i przystać na jego realizację.

kuchnia z czarnym wykończeniem z krzesłami z szarym obiciem przy stole
Apartament w Sopocie – Janek Sikora

restauracja oferująca dania morza z nietuzinkowym wystrojem
Seafood Station – Restauracja w Sopocie – Janek Sikora

Uczestniczy Pan w wielu konferencjach i spotkaniach branżowych. Czy uważa Pan, że szerzenie wiedzy z tego obszaru jest ważne także wśród osób spoza środowiska projektantów, czy tworząc swoje wystąpienia koncentruje się Pan głównie na specjalistach z branży?
To zależy – każde spotkanie jest inne i skierowane do innego grona odbiorców. Jest to więc inny język, temat i odbiór wystąpienia. Staram się każdorazowo dopasowywać te elementy do grupy odbiorców. Jeśli uda mi się idealnie „trafić”, to jest to bardzo duża przyjemność i satysfakcja.

Jestem entuzjastą wszelkich spotkań tematycznych, gdyż dzięki rozmowom zyskujemy szerszą perspektywę i głębsze pojmowanie tematu. Można też wymienić doświadczenia i poznać poglądy innych osób. Lubię też stawiać (z pozoru) oczywiste pytania, prowokować rozmówców i skupiać uwagę słuchaczy na tematach istotnych. Tak było m.in. podczas wykładu w Muzeum II Wojny Światowej, gdzie podczas gali Polska Architektura XXL porównałem myślenie ikoniczne w architekturze do wieżowca w kształcie fallusa, który stanowi „pomnik twórcy” – emanację jego twórczej siły. Pamiętam też, jak podczas TEDx Gdynia opowiedziałem na wykładzie o tym, że kultura to uprawianie życia, i pokazałem pole, na którym, zamiast kartofli, rosną książki. Taki slajd może zostać w pamięci odbiorcy na kilka lat i w różnych sytuacjach może stać się punktem odniesienia do rozmaitych rozmyślań, a nawet decyzji.

różne krzesła na podłodze w kratę przy balustradzie ze szkła
Restauracja w Sopocie „Mocno Nadziane” – Janek Sikora

jasny salon z niebieskimi dodatkami oraz szara kanapa oraz obrazem
Apartament w Sopocie – Janek Sikora

Występował Pan podczas wielu spotkań i konferencji dotyczących relacji sztuki i designu oraz architektury. Czym charakteryzuje się ta relacja?
To jedno z moich ulubionych zagadnień. Sztuka/design i Architektura to dwie siostry. Są podobne z charakteru, ale trochę różnią się z wyglądu. Obie wychowały się w tym samym domu, mają tych samych rodziców, ale mają też różne doświadczenia życiowe. Jednej zdarza się patrzeć na życie z lotu ptaka, druga lubi poznawać życie za pomocą zmysłów. Obie uwielbiają rysować. Jedna przyjaźni się z Nauką, a druga często spędza miłe wieczory w towarzystwie niezwykłych Emocji i Uczuć. Siostry spoglądają na siebie ukradkiem i zastanawiają się w duchu nad tym, jakby to było być tą drugą, z kim ona się spotyka i jaka jest. Powiem więcej: każdej z nich zdarza się przebrać za drugą. Widziano raz Architekturę, która mówiła: „Jestem Sztuką!” i Sztukę, która bardzo umiejętnie przekonywała, że jest Architekturą.

Te dwie siostry to personifikacje dwóch połówek tego samego umysłu, dwóch aspektów człowieczeństwa i optyk związanych z postrzeganiem świata. Jedna bez drugiej rzadko dobrze się czuje. Moim zdaniem najlepiej wypadają, gdy udają się na przyjęcia razem. W swoim towarzystwie rozkwitają.

małe mieszkanie z szarymi ścianami i jasnymi meblami
Mieszkanie dwupokojowe – Janek Sikora

Estetycy i teoretycy sztuki mówią o tym, że współcześnie wszechobecna jest estetyzacja (na poziomie podstawowym chodzi tu o upiększanie całej rzeczywistości). Codzienność i jej poszczególne elementy doświadczane są głównie przez pryzmat estetyki (a nie np. etyki). Wolfgang Welsch pisze o tym, że dawniej człowiek koncentrował się na funkcji rzeczy, a dziś na jej wyglądzie, designie (w tym kontekście funkcja dla niektórych może stać się drugorzędna, jeśli chodzi np. o zakup danego przedmiotu). Czy zgodziłby się Pan z tym stwierdzeniem? Czy estetyzacja rzeczywistości jest niekorzystna dla współczesnego człowieka?
Przy tak postawionym pytaniu warto się odnieść do platońskiej trójcy: dobra, prawdy i piękna, które wg antycznych wzorców mają przenikać m.in. architekturę. Uważam, że moralna jest szeroko pojęta równowaga, a więc także równowaga między wymienionymi wartościami. Pokłosiem takiego myślenia jest paradygmat zrównoważonego projektowania oraz życia, który wpisany jest m.in. w dyrektywy Unii Europejskiej i wielu krajów świata.

Stykanie się designu z moralnością jest bardzo trudnym zagadnieniem, jednak można wyraźnie wykazać, że występuje obecnie brak równowagi między kultywowaniem piękna i dobra. We współczesnym (stereotypowo) męskim, stechnicyzowanym i „pełnym testosteronu” świecie „dobrze sprzedaje się” to, co jest złe, agresywne i daje adrenalinę. Oczywiście nie stoi to w opozycji do pozornego piękna i np. telefonów komórkowych, które te informacje dystrybuują. Jest to raczej piękne opakowanie dla złych wiadomości i niekończącej się linii czasu z kotkami.
Sztuka współczesna wypada tu dużo lepiej. Kiedyś jej rolą było głównie pokazywanie piękna (do granic absurdu i próżności), a dziś często potrafi być brzydka, ale prawdziwa. To piękna, choć nierozumiana przez ogół przemiana. Sztuka współczesna często, niczym palec wskazujący, nakierowuje na problem, jest wykrzyknikiem, „a linea”, trzykropkiem i ciszą. Zaczęło się to od impresjonizmu i potrzeby twórców, by pokazywać nie sam obiekt, ale co dzieje się z twórcą, gdy się na niego patrzy. Odnoszę wrażenie, że taka wrażliwość jest obca globalnej rzeczywistości.

W wypowiedzi dotyczącej Aparthotelu no.1 na Pana blogu mówi Pan o tym, że projektant zajmuje się nie tylko przestrzenią, ale i stylem życia. Jak rozwinąłby Pan ten temat? Wpływ percepcji przestrzeni prywatnej i publicznej na zachowanie, styl życia jest oczywisty, np. gdy na początku XX w. coraz popularniejsze stawały się automobile, poszerzono ulice, a ludzie przestali przemieszczać się na pieszo, bo nie było to już dla nich atrakcyjne, zaniknęła cała subkultura „łazików”, jak np. w Paryżu. W jaki inny sposób przestrzeń może wpływać na odbiorcę, kształtować jego nawyki, sposób bytowania i styl życia?
Przestrzeń kształtuje nas na nieskończenie wiele sposobów i, co ciekawe, każdego inaczej. Ważną zmienną jest tu też czas. Warto nadmienić, że na przestrzeń nałożona jest macierz znaków, symboli i kodów kulturowych. Nie jest to więc nigdy wynikowa. Jest to gra form, kolorów, kompozycji itp. Nawet tak prosta figura jak trójkąt nie jest wolna od skojarzeń. Twórca, zaczynając pracę nad projektem danego miejsca, może w sposób nieświadomy zajmować się komponowaniem przestrzeni (miast, wnętrz, przedmiotów) z kwadratów, kół, trójkątów itp. albo w sposób świadomy wpływać poprzez określone formy na człowieka i stymulować oddziaływanie człowieka na formy. Proszę wykonać prosty eksperyment – spojrzeć na przedmiot lub film z lat 60. Oglądając taki obraz, doskonale będziemy wiedzieć, że nie jest on współczesny. Ponadto będziemy umieli w przybliżeniu określić lata jego pochodzenia. Jak to możliwe? Każdy wytwór rąk ludzkich jest związany z danym czasem i nosi jego ślady. Projektowanie to dla mnie zabawa kontekstem czasu, skojarzeniami i analiza współczesnych potrzeb odbiorców.

modernistyczne wnętrze budynku
W duchu gdyńskiego modernizmu – Janek Sikora

Był Pan jurorem w konkursie Polska Architektura XXL 2015. Ponadto zdobył Pan wiele wyróżnień i nagród, m.in. I miejsce w konkursie „Library Interior Design Award” za projekt na najpiękniejszą bibliotekę. Jakie rady dałby Pan nowicjuszom, którzy chcą rozwinąć skrzydła i przyspieszyć swój sukces, startując w różnego rodzaju konkursach?
Startuj w minimum pięciu konkursach rocznie. Liczba ma znaczenie – to mobilizuje i wyrabia nawyki. One stanowią podstawę działania. Zacznij od analizy prac, które wygrywały w ostatnich latach. Następnie wypisz to, co Twoim zdaniem o tym zadecydowało. Zbuduj zespół ludzi z różnymi kompetencjami – uzupełniajcie się. Jeśli chcesz nabrać doświadczenia u kogoś w zespole, prześlij do mnie portfolio. Może odbędziesz u nas staż i potem będziesz działał niezależnie.

Jeśli czujesz, że masz dobre pomysły, to je realizuj. Poznawaj „ścieżki przejścia” – czytaj książki o tym, jak inni zbudowali swoje firmy „od zera”. Inspiruj się nie „obrazem”, ale „myślą”

Jakie rady dałby Pan nowicjuszom, którzy dopiero zaczynają funkcjonować w branży projektowania?
Początki są najtrudniejsze, więc trzeba być pracowitym i nie poddawać się pomimo przeciwności i trudności. Piąty projekt powstaje dwa razy szybciej niż pierwszy, dziesiąty pięć razy szybciej itd. Warto założyć sobie, że porażki wpisane są w rozwój, i cierpliwie się uczyć. Najważniejsza jest jednak kreatywność – dobre pomysły są najbardziej deficytowym „towarem”. Jeśli czujesz, że masz dobre pomysły, to je realizuj. Poznawaj „ścieżki przejścia” – czytaj książki o tym, jak inni zbudowali swoje firmy „od zera”. Inspiruj się nie „obrazem”, ale „myślą”. Słuchaj wykładów na TED, podróżuj i angażuj się w przeróżne przedsięwzięcia. I najważniejsze – zadaj sobie ważne pytanie: „Dlaczego chcę projektować?” Wewnętrzna i szczera motywacja to najbliższy przyjaciel.

Pana projekty są bardzo różnorodne i z pozoru wydają się dość odmienne. Czy uważa Pan, że projektant, który chce stać się rozpoznawalny, powinien dążyć do pewnej spójności, jeśli chodzi o poszczególne realizacje – projekty, czy raczej powinien odpowiadać na potrzeby klienta i dopasowywać styl aranżacji, sposób myślenia o danym wnętrzu do preferencji zamawiającego – kontrahenta?
Każdy ma swoją drogę. Moim zdaniem lepiej być kojarzonym z tego, że się robi dobre projekty, niż z tego, że jest się „najlepszym Sikorą”. Osobiście wolę być kojarzony z byciem kreatywnym niż z określonym stylem czy nurtem. Nie wyobrażam sobie życia Salvadora Dalego, który do końca musiał malować drabiny i zegary… Myślę, że szczerze nienawidził surrealizmu! Dla mnie takim „hitem”, z którym jestem kojarzony, jest „Stacja Kultura” i bardzo cieszę się z tego, że nikt nie oczekuje, że będę robił kolejne klony tego wnętrza. Wykorzystuję naukę płynącą z tego doświadczenia na płaszczyźnie funkcjonalnej, ale funkcja „estetycznego powielacza” to byłoby dla mnie chyba piekło projektanta. Wystarczy mi fakt, że w kilku miejscach w kraju ktoś zrobił to za mnie.

Czego powinni wystrzegać się młodzi projektanci?
Kopiowania cudzych pomysłów i form. Myślenia obrazkami. Projektowania bez szkicowania. Wywyższania się i głupiej dumy. Poza tym inwestorów, którzy nie mają w sobie kultury.

Czy uważa Pan, że środowisko designerów jest otwarte i przychylnie patrzy na nowicjuszy, czy raczej wręcz przeciwnie?
Uważam, że otwartość i przychylność rodzi się z dojrzałości i nadmiaru m.in. możliwości wyboru, projektów, pieniędzy, perspektyw itp. Trochę nam do tego brakuje. Wiele osób porównuje się do innych i to rodzi pewne napięcia. Związane jest to również z przerostem ambicji. Warto poszukać w sobie unikalności i innowacyjności zamiast ciągle patrzeć na zewnątrz. Szczerość nie zawsze jest wygodna, ale popłaca w dłuższej perspektywie czasu.

Myślę, że z roku na rok sukcesywnie, choć powoli, wzrasta komfort życia i pracy, więc również otwartość środowiska. Nie jest to łatwe, bo większość doświadczonych, starszych projektantów boi się młodych utalentowanych ludzi. Nic dziwnego – to oni lada dzień pokażą, czym jest współczesny design i jak należy projektować.