Aktualny motyw: Łódź Design Festival 2022

Łódź Design Festival - logo

Mecenas motywu

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2.: Odczarować kobietę w warsztacie. Zuzanna Kowal w rozmowie z Anią Domin

O byciu stolarzem, o wielkich marzeniach i jeszcze większych rozczarowaniach, ale przede wszystkim o ważnej charytatywnej inicjatywie LEFT LEG FORWARD. Zapraszamy na kolejną inspirującą rozmowę z silną kobietą, która postanowiła pójść pod prąd i spełniać swoje marzenia – tym razem Ania Domin rozmawia z Zuzanną Kowal, właścicielką firmy Stolarka.

Kiedy usłyszałam pierwszy raz o projekcie Zuzanny, kotłowały się we mnie różne emocje, dlatego bardzo ostrożnie podchodziłam do rozmowy z nią i do tego, z czym mogę się zetknąć. Tymczasem okazało się, że spotkałam się z całym spektrum świata, w którym wszystkie żyjemy, z którym nieraz walczymy, a czasami – z którego czerpiemy siłę

Stolarz z kalendarza rusza lewą naprzód!

– Bohaterka mojego wywiadu idzie pod prąd, walczy ze stereotypami i pokazuje, że żadna oczywistość nie jest oczywista, raz obrana droga nie jest tą jedyną, i że marzenia oraz radość z pasji mogą uskrzydlać, ale tylko wtedy kiedy nikt ci tych skrzydeł na siłę i wbrew tobie nie podcina. To jedna z tych lekcji, które raz odrobione, już zawsze pozostawią w tobie refleksję dotyczącą współczesnej roli kobiety. Ról, które chcemy odgrywać, i tych, które zostały nam narzucone w osądach i oczekiwaniach innych.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Zuzanna Kowal. Stolarka

Ania Domin: Kobieta stolarz. A może powinnam mówić i pisać o Tobie stolarka? W końcu to właśnie z tej żeńskiej formy wzięła się nazwa Twojej firmy i dzisiaj jest to Twój znak rozpoznawczy. Jak sama najlepiej wiesz, jest to zawód, w którym mamy bardzo mało kobiet, choć tak naprawdę osobiście znam wiele takich, które traktują stolarkę hobbystycznie. Odnawiają stare meble, tworzą nowe meble na własny użytek… Dla Ciebie dzisiaj to pełnoetatowa praca i zawód, który wykonujesz, ale nie zawsze tak było…

Zuzanna Kowal: To prawda. Moja historia jest historią walki ze stereotypami i próbami ich przełamywania, właściwie na wielu płaszczyznach. To nigdy nie była oczywista droga, ale zarówno przeciwności, jak i udogodnienia doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem i z którego jestem dumna. To też wynik spotkań, które często zmieniają w naszym życiu bieg wydarzeń i popychają nas do kreowania czegoś nowego.

Opowiedz nam zatem o Twojej drodze do tego miejsca, w którym jesteś…

Pracowałam od 16. roku życia, w wielu branżach. Wynikało to przede wszystkim z tego, że pochodziłam z rodziny, w której zdobycie wykształcenia nie było aż tak bardzo ważne, w której wyznawano zasadę, że praca nie musi być tą wymarzoną, ważne żeby ją mieć i by starczało do końca miesiąca. Bardzo chciałam odmienić swój los i spełnić swoje marzenia o studiach języka hiszpańskiego, co udało mi się osiągnąć w dużej mierze dzięki spotkaniu mojego męża. Zakochana w języku hiszpańskim skończyłam iberystykę, a po studiach miałam szansę uczyć i wykładać na uczelni. Ten, kto pozna realia oświatowe, wie, że nie jest to praca dla każdego – jak się okazało – dla mnie też nie. Z dobrym wykształceniem łatwo udało mi się dostać pracę w korporacji, w której zajmowałam się uproszczonymi procedurami celnymi na rynku hiszpańskim – być może brzmi to dzisiaj nawet ciekawie, ale sprowadzało się to głównie do pracy w Excelu. Szybko pojawiło się u mnie poczucie bezsensu. Chciałam widzieć efekty swojej pracy, tworzyć coś, kreować… A ten cały Excel jakoś mi to utrudniał, powtarzalne rachunki matematyczne i formuły zdecydowanie nie dawały mi poczucia spełnienia. Do tego pojawiły się problemy z kręgosłupem, które okazały się szczęśliwą kartą i punktem zwrotnym w moim życiu. Będąc na zwolnieniu lekarskim, miałam  wiele czasu, żeby zadać sobie pytania: Co lubię robić? Co sprawia mi przyjemność. Zaczęłam od renowacji krzesła. I to było to! Odkryłam drogę, którą chcę podążać. Postanowiłam pójść do zawodówki drzewnej i w trybie zaocznym zrobić kurs zawodowy na stolarza.

Dziewczyna z wyższym wykształceniem, po trudnych studiach, jakimi jest iberystyka, porzuca możliwość awansów zawodowych, dokonuje niejako degradacji wykształceniowo-zawodowej i wraca do szkolnej ławki… Przyznaję: odważnie, nawet dość niebezpiecznie. Przecież mogło się nie udać…

Tak, wiem, co masz na myśli. Moi rodzice nie skakali z zachwytu… ale się udało. Po dwóch latach zdałam egzamin zawodowy i zostałam pełnoprawnym stolarzem. Kiedy dzisiaj o tym mówię, jestem z siebie dumna. Od ponad czterech lat pracuję w zawodzie, który sprawia, że jestem szczęśliwa. Nie sądzę, że mogłabym to powiedzieć, gdybym została za biurkiem w korporacji. Co nie znaczy, że przestałam kochać język hiszpański. Powiem więcej – w planach mam nawiązanie współpracy z hiszpańskimi rzemieślnikami, ale to póki co plany.

Z tego co mówisz, wnioskuję, że na planach się nie skończy. Dużo odważnych, niełatwych decyzji, do tego problemy zdrowotne… No właśnie, praca stolarza wymaga siły fizycznej, dobrej kondycji, a przecież Ty walczyłaś z problemami z kręgosłupem…

Zgadza się – a te same nie zniknęły. Pomocy szukałam kilka lat. Słyszałam różne diagnozy, od nowotworu przez stwardnienie rozsiane, na chorobach psychicznych kończąc. Aż w końcu trafiłam na dr. Bartłomieja Kacprzaka, który odmienił mój los. W trakcie dwutygodniowego pobytu w klinice napatrzyłam się na kompletnie nowatorskie podejście do medycyny i pacjenta: intensywna rehabilitacja, motywacja i pozytywne nastawienie zadziałały. Tam poznałam Natalię, która pracowała w klinice, ale jak się później okazało, była również jej stałą pacjentką.

Jak sama mówi, dostała słabe karty na rozdaniu, ale tej partii nie odda bez walki. Natalia urodziła się z zespołem artrogrypotycznym. Taki strzał szczęścia – 1:100 000 przypadków. Rehabilitacja do końca życia, ale życie na jej zasadach. Natalia jest dzisiaj jedną z najbardziej utytułowanych parasnowboardzistek w Polsce, a w planach ma udział w Igrzyskach Paraolimpijskich.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Natalia Siuba-Jarosz podczas sesji zawodowej w Ortomed Sport w Łodzi, fot. Bartosz Klimczak
Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Luty 2022, Łódź, fot. Bartosz Klimczak
Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
fot. Witek Szydłowski

Natalia jest też jedną z bohaterek Twojej inicjatywy, i to właśnie dla niej powstaje Kalendarz – wyjątkowy, kontrowersyjny, odważny, który budzi skrajne uczucia wszędzie tam, gdzie o nim mówisz. Postanowiłaś stworzyć kalendarz inspirowany kalendarzami z warsztatów rzemieślniczych czy samochodowych – wiemy, co na nich się najlepiej ogląda… Ale Twój projekt jest inny, a przy tym wielopłaszczyznowy. Poruszasz tym projektem kilka bardzo współczesnych problemów, ale też nie odchodzisz od samej konwencji… Skąd pomysł akurat na taką formę?

Pomysł na kalendarz był wynikiem doświadczeń związanych z wchodzeniem na rynek pracy przez kobietę rzemieślnika. Byłam zawsze przekonana, że takich kobiet jak ja jest całe mnóstwo, ale okazało się, że jest inaczej. Stałam się obiektem – ujmę to tak – „obserwacji”. Bywały sytuacje, w których, np. podczas montażu dolnych szafek na kolanach, panowie porzucali swoje zajęcia i nagrywali mnie telefonami. Od tego czasu wpisałam body do stałego elementu odzieży roboczej, aby przypadkiem nachylając się, nie dostarczać nikomu rozrywki. Bywały też pytania, czy tak samo jak dziewczyny z kalendarza przyjadę na montaż w bikini. Po pierwsze trochę mało to wygodne, a po drugie to nie ta branża. Porównań do kalendarza bywało dość sporo, więc powstał pomysł na zerwanie ze stereotypem typowego kalendarza warsztatowego.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Marta Ptaszek, sesja zawodowa, hotel Gorzelnia, Nakło nad Notecią, fot. Witek Szydłowski
Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Marta Ptaszek, sesja sensualna w hotelu Gorzelnia w Nakle nad Notecią, fot. Witek Szydłowski

Chyba trudno zrywa się ze stereotypem dziewczyn z kalendarza, robiąc mimo wszystko kalendarz z dziewczynami… a w mojej ocenie Tobie się to jednak udaje. Zestawiasz ze sobą dwa wizerunki i niejako rozpoczynasz nimi dyskusję na temat roli kobiety we współczesnym świecie, ale nie tylko… To też swojego rodzaju manifest i obrona kobiecości, tej subtelniejszej wersji.

Chcemy przedstawić dwie twarze kobiety, która z jednej strony zajmuje się dość nietypowym bądź męskim zajęciem, ale wychodząc z pracy, nadal jest kobietą. Chcemy w ten sposób pokazać, że nasza codzienna praca, pasja, która sprawia nam radość, a nie jest typowym, przypisanym przez naszą kulturę zajęciem kobiecym, tej kobiecości nam nie odbiera. Kalendarz będzie składał się z 24 sesji. Każda z bohaterek będzie miała po dwa zdjęcia – jedno w pracy, drugie bardziej zmysłowe, ale co najważniejsze: na swoich zasadach. Ma się czuć piękna i bezpieczna na tym zdjęciu. Do projektu zaprosiłam m.in. Martę Ptaszek, tatuażystkę, Ninę Nadolny – trenerkę personalną, Ewelinę Kajszczak – z Tymomania, która zajmuje się tapicerką i stylizacją mebli, Natalię – parasnowboardzistkę, Anię Karczewską – srebrną medalistkę Europy w sportach sylwetkowych i wiele innych wspaniałych kobiet. Ale nie był to łatwy proces – część z osób, które miały znaleźć się w kalendarzu, zrezygnowało pod presją hejtu i braku akceptacji ze strony otoczenia.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Nina Nadolny, sesja zawodowa w Ortomed Sport w Łodzi, fot. Witek Szydłowski
Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Nina Nadolny. fot. Bartosz Klimczak

To trochę rozczarowujące, że w świecie, w którym cielesność w kulturze staje się wielopoziomowym tekstem i odsyła do rozlicznych metafor, kontekstów i polemik o charakterze historyczno-antropologicznym (Szczukowski: 2012, 10), społecznym czy obyczajowym, ciągle musimy tłumaczyć się z tego, co pokazujemy i jak pokazujemy.  Obserwujemy setki tysięcy zdjęć z obszarów softporno w live streamingach naszej  codzienności i jakoś nie budzi to żadnych emocji. Ty zamykając to w formie stereotypowej, dostajesz po głowie, i z tego co mówiłaś, częściej jednak linczują Cię kobiety…

Tak, było to dla mnie największym rozczarowaniem, i właściwie pierwszym na taką skalę i tak mocnym. W mojej ocenie my kobiety, tu w Polsce, po prostu nie lubimy innych kobiet, a już najbardziej nie lubimy tych spełnionych, żyjących na własnych zasadach i idących pod prąd. Pamiętajmy, że to jest projekt o kobietach, dla kobiet, z konkretnym celem wsparcia dla Natalii… czego tu nie rozumieć? Dlaczego trzeba wszystko komplikować i sprowadzać nas do roli matek, żon czy córek? Marzę o czasach, w których ludzie przestaną się obrzucać błotem i nawet jeżeli nie będą się wspierać, to chociaż nie będą przeszkadzać.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Zuzanna Kowal, w czasie sesji w Ortomed Sport w Łodzi, fot. Bartosz Klimczak

Mam to samo marzenie, aczkolwiek z czasem widzę, że „to ich błoto”, chcąc nie chcąc, ma dość niezwykłe właściwości motywacyjne i budujące charakter… Chyba w Twoim przypadku też tak jest – nie poddajesz się, nie rezygnujesz z projektu, tak jakby na opak wszystkiemu… Trochę jak w nazwie Twojego projektu.

Tak działamy w duchu Left leg forward, czyli lewą naprzód. W Polsce używanie lewej ręki, w czasach, kiedy dorastałam, było wadą, walczyło się o dominację prawej… To samo z nogą – nikt nie lubi przecież wstawać lewą nogą. U Natalii to lewa noga jest dla niej szansą, jest jej siłą – stąd nazwa. Całkowity dochód ze sprzedaży kalendarza zostanie przekazany na rehabilitację i sprzęt dla Natalii, a także, jeśli oczywiście uda się zebrać odpowiednią kwotę, na kwestie związane z udziałem w parazawodach snowboardowych. W planach mamy wernisaże ze zdjęciami, które nie wejdą do kalendarza, ale oczywiście na ten moment potrzebujemy realnego wsparcia, aby to wszystko można było do końca zrealizować. Mocno w to wierzę dla Natalii.

Dyskusje wokół designu: Siła kobiet, cz. 2
Zuzanna Kowal, Witek Szydłowski fot. Bartosz Klimczak

Wiara to właściwie połowa sukcesu, dlatego mam  nadzieję, że uda Wam się pozyskać wsparcie finansowe, znaleźć partnerów, którzy odnajdą w tym projekcie dużo dobrej energii i mimo wszystko ważnych wartości, które przyświecają Tobie i całemu zespołowi.

Zatem… lewą naprzód.

Anna Domin

Czytaj więcej

ludzie

anna sadowska anna domin
Dyskusje wokół designu: Siła kobiet. Anna Sadowska w rozmowie z Anną Domin

Silne i zarazem kruche, pewne siebie, a jednocześnie skromne i otwarte na nowe. Empatyczne, mądre, wykształcone i odważne – jakie jesteśmy naprawdę ? Do rozmowy o sile kobiet w biznesie i designie Anna Domin zaprosiła Annę Sadowską, która od 2009 r. z sukcesami rozwija dwie odrębne marki, a rok temu otworzyła w Warszawie nowe miejsce.

Aktualności

Pozwól sobie „PRZEŻYĆ” te święta
Pozwól sobie „PRZEŻYĆ” te święta

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Z pewnością nikomu nie umknie ten fakt – tym bardziej, że witryny sklepowe krzyczą do nas wymownie już od połowy listopada, że oto znowu będzie szał, szał zakupowy. To trudny czas – pisze w felietonie Anna Domin.

ludzie

Wywiad z artystką Anną Zalewską
O obrazach pełnych i skończonych. Wywiad z artystką Anną Zalewską

W warszawskiej siedzibie Fundacji im. Bolesława Biegasa zorganizowano wystawę malarstwa poznańskiej artystki Anny Zalewskiej (ur. 1985). Kilkanaście najnowszych prac artystki można było oglądać do 12 maja. Wystawa nosiła tytuł „Pozorów horyzonty” i zawierała kilkanaście nigdy wcześniej nie pokazywanych obrazów.

ludzie

Jak dobierać sztukę do wnętrza? Pod okiem profesjonalisty!
Duże nazwiska, wschodzące gwiazdy. Jak dobierać sztukę do wnętrza?

Po pomoc w aranżacji wnętrza chętnie zwracamy się do architektów. A co ze sztuką, którą pragniemy się otaczać, ale nie bardzo wiemy, od czego zacząć? Otóż są ludzie, którzy zawodowo zajmują się doradztwem w poszukiwaniu sztuki i jej doborem do wnętrz – poznajcie Artwork.House! O kilka szczegółów dotyczących ich pracy zapytaliśmy Magdalenę Willmann.