W twórczości pracującej w Łodzi artystki swobodnie przeplatają się i łączą ze sobą styl abstrakcyjny i figuratywny. Rozmawiamy o tajemnicach, jakie kryją w sobie te ciężkie od kolorów i gęste od znaczeń obrazy.
W historii malarstwa niefiguratywnego można znaleźć wiele przykładów „płaskich” abstrakcji. Tymczasem Pani prace zdaje się łączyć wspólny wątek szukania głębi. Co skłania Panią do otwierania niekończącej się perspektywy w kompozycjach? Ta przestrzeń sprawia wrażenie, jakby nie miała granic.
Staram się, by moja sztuka oddawała ducha pokolenia, ten słynny zeitgeist. Należę do generacji, która po raz pierwszy w historii ludzkości poszerzyła przestrzeń życia o tę wirtualną oraz 3D. Nie posiadam ścisłego umysłu, więc improwizuję perspektywę, nieco oszukując widza, zwodząc go pozorną głębią. Ale to właśnie przekłamania geometryczne są dodatkowymi „atrakcjami” moich wizji.


Głębia w Pani obrazach ma także inny aspekt – wiążący się z tworzeniem gęstych kompozycji i nakładaniem wielu warstw, gdzie jedne elementy przesłaniają drugie. Skąd wzięła się ta koncepcja?
Pomysł ten dopracowuję od początku mojej kariery malarskiej. Jest to mój autorski patent, wykorzystywany zarówno w portretach, jak i kompozycjach abstrakcyjnych. Wywodzi się on z tradycji dawnego malarstwa, gdzie budowano warstwowo laserunek, co dawało efekt „wewnętrznego” światła obrazu. Moja koncepcja włącza w to nowoczesną technikę. Używam folii, taśm maskujących i żeli, a gdy zrywam je na końcu, odsłaniam negatywowy obraz malunku.

W wielu Pani pracach figuratywnych powraca motyw kobiecej twarzy. Wizerunki te sprawiają wrażenie idealnych, pięknych i wręcz pozbawionych wieku. Czy ma Pani określoną wizję kobiecości? Jakie idee kryją się za takim wyborem?
Staram się, by portrety malowane przeze mnie miały jak najmniej cech osobowych – a wręcz nie wskazywały na płeć. To coś zbliżonego do koncepcji ideału w antycznej sztuce greckiej. Chodzi mi o jak najbardziej zunifikowany portret współczesnego człowieka w świecie mediów, nadmiaru informacji, słów, znaków.


Często wykorzystuje Pani typografię, ale w nieoczywisty sposób. Niewielkie litery tworzą malarskie struktury. Dlaczego zdecydowała się Pani na taki skomplikowany technicznie zabieg formalny? Jaki jest sens tych znaków?
Jedną z przyczyn, dla których moje malarstwo jest doceniane, jest jego złożony proces twórczy. Pracuję w wielu warstwach, co daje obrazom efekt niemalże trójwymiarowości, widoczny szczególnie w kontakcie na żywo. Jeżeli chodzi o samo użycie liter czy cyfr, to stosuję je dwojako. W większości prac ich nagromadzenie ma jedynie charakter budulca tkanki malarskiej, a w przełożeniu na język psychologii – luźnych skojarzeń wyrzucanych przez mózg. W niektórych seriach litery układają się w całe słowa, a bywa, że nawet wiersze. Pojawią się wręcz wątki autobiograficzne.

Tworzy Pani swoje prace w dość dużych formatach, co sprawia, że mogą one odgrywać istotną rolę we wnętrzu, w którym się znajdą. Czy na etapie koncepcji i tworzenia bierze Pani pod uwagę aspekt dekoracyjny obrazu? Czy zastanawia się Pani, jak może on funkcjonować w przestrzeni?
Nigdy się nad tym nie zastanawiam. Uważam wręcz, że moje prace przez swą intensywność, „zjadają” wnętrze. Jestem często zaskoczona, gdy kolekcjonerzy wysyłają mi zdjęcia już zaaranżowanych obrazów – tym jak doskonałe pomysły mieli na ich wyeksponowanie. Niektórzy potrafią podporządkować całą przestrzeń mojemu dziełu, co pochlebia mi niesamowicie.



Baza produktów
Inne ciekawe eventy
Gdynia Design Days 2026
Designblok 2026
Helsinki Design Week 2026
Targi Bliska Sztuka Wrocław

