Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

To pierwszy taki wywiad, jaki przeprowadził MAGAZIF – podczas spaceru po pięknych ogrodach barokowego Pałacu w Wilanowie zapytaliśmy Omenę Mensah o niedawny sukces inicjowanej przez nią Wielkiej Aukcji Charytatywnej TOP CHARITY, a także o jej miłość do sztuki i pomysł na wprowadzanie sztuki do wnętrz. A może na otaczanie wnętrzami sztuki? Przeczytajcie sami.

Na początku czerwca odbyła się Wielka Aukcja Charytatywna TOP CHARITY 2023, inicjowana przez OmenaArt Foundation. To dopiero druga edycja tego wydarzenia, ale zarówno uzyskane na licytacji kwoty, jak i poziom dzieł sztuki oraz głośne nazwiska artystów przekazujących swoje prace na aukcję pokazują, że inicjatywa bardzo szybko zyskała ogromny prestiż. Wydarzeniu towarzyszyła niezwykła wystawa zaaranżowana w pięknych przestrzeniach Oranżerii Pałacu w Wilanowie. Biorąc pod uwagę zainteresowanie, jakie wzbudza inicjatywa, wybitne dzieła sztuki oferowane na aukcji oraz zawrotną sumę zebraną na cele charytatywne, a także ilość działań, jakie prowadzi OmenaArt Foundation, można pomyśleć, że dla Omeny Mensah nie ma rzeczy niemożliwych.

Tytuł wywiadu spontanicznie zaproponowała podczas naszej rozmowy jedna z jej bliskich współpracowniczek i trzeba przyznać, że coś w tym jest – w tym szaleństwie jest metoda. Zobaczcie, co o odbiorze sztuki, wnętrzach, a także o pomaganiu ma do powiedzenia sprawczyni całego zamieszania. Gwarantujemy, że po przeczytaniu wywiadu nabierzecie ochoty, żeby pójść na jakąś wystawę!

Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

Omenaa Mensah

Anna Strożek (MAGAZIF.com): Spotykamy się krótko po zakończeniu Wielkiej Aukcji Charytatywnej TOP CHARITY 2023 zainicjowanej przez Panią i Pani męża Rafała Brzoskę. Podczas wydarzenia zebrano na cele charytatywne rekordową sumę – 28 mln zł. Udało Wam się zgromadzić kilkadziesiąt niezwykłych prac. Z czego, Pani zdaniem, wynika tak duży sukces tego przedsięwzięcia?
Omenaa Mensah: Dodajmy, że wylicytowaną kwotę podwoił mój mąż, ale niezależnie od tego uzyskaliśmy ogromną sumę jak na tego typu przedsięwzięcie, bo blisko 13 mln zł z obiektów aukcyjnych, w tym 7,5 mln zł były to dzieła sztuki. Od samego początku naszej inicjatywy postawiłam jeden cel: wysoka jakość dzieł. Pierwsza edycja była trochę trudniejsza, jeśli chodzi o zgromadzenie dzieł i przekonanie artystów do wzięcia udziału w naszej inicjatywie. Natomiast już przy drugiej mieliśmy tak dużo zgłoszeń od topowych twórców, że uruchomiliśmy również aukcję on-line z pracami rokujących młodych artystów. Postawiłam więc na wysokiej klasy artystów, a także na świetną radę artystyczną, dobierającą takie dzieła, które będą po prostu przyjemne dla oka i spodobają się tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze światem sztuki. Bo czasami impulsem do jej rozpoczęcia jest właśnie zakup pierwszego dzieła, które powinno nam się podobać. Zawsze mówię, że w sztuce nie jest ważna wiedza. Ważne jest to, żeby dzieło, które ma być z nami, po prostu nam się podobało.

Na aukcji zaproponowaliśmy przede wszystkim rzeźby i malarstwo, choć były również obiekty z pogranicza sztuki użytkowej. W tym roku zaprezentowaliśmy genialną pracę chorwackiego artysty Nikoli Vudraga, która została sprzedana za rekordową kwotę 3,2 mln zł. Jest to najdrożej sprzedane dzieło chorwackiego artysty w historii Chorwacji, więc jest to ogromny sukces. Pisało o tym wiele zagranicznych mediów. Dzięki temu Nikola dostał propozycję udziału w przyszłorocznym Biennale. Mieliśmy też pracę Łukasza Patelczyka, czyli zwycięzcy Kompasu Młodej Sztuki. W zeszłym roku mieliśmy Agatę Kus, która także była zwyciężczynią Kompasu Młodej Sztuki i jej prace osiągają teraz gigantyczne ceny. W tym roku był też na przykład Piotr Czajkowski, wykładowca łódzkiego ASP, który zaprezentował genialną pracę „Palace Royal” z cyklu „Metro/Gold”, sprzedaną za 300 tys. zł. Wspaniałe w naszej inicjatywie jest to, że mamy u siebie artystów tak wysokiej klasy jak choćby Magdalena Abakanowicz, najsłynniejsza polska rzeźbiarka, której praca „Bambini” sprzedała się dwa lata temu za rekordową w Polsce sumę 13,6 mln zł. Stawiamy na tej klasy artystów, a darczyńcy, jako kolekcjonerzy sztuki, licytują te dzieła, bo wiedzą, że te obiekty są bardzo wartościowe i ich ceny zawsze będą wzrastać. A w związku z tym, że postawiliśmy na działa najwyższej klasy, nasza inicjatywa stała się swoistym i naturalnym odpowiednikiem trendsettera artystycznego. Warto także wspomnieć, że nawet jeśli wylicytowana kwota jest wyższa niż wcześniej przygotowana estymacja, to dzieła na licytację zostały tak dobrane, że prędzej czy później wartość ich do tej ceny dojdzie. Bo taka Abakanowicz to dzisiaj już zamknięta pula prac, ich nigdy nie będzie więcej. Posiadanie więc w swojej kolekcji jej dzieła jest zawsze genialną inwestycją, również biznesową. I to był kolejny klucz tej inicjatywy.

Wysoki wynik aukcji z pewnością zawdzięczamy również wspomnianej już Radzie Artystycznej, która dopuściła dzieła do licytacji, a w której znaleźli się: Hanna Wróblewska, Kama Zboralska, Iwona Büchner-Grzesiak, Rafał Kamecki i moja skromna osoba, czuwająca nad odpowiednim doborem dzieł do potrzeb gości naszego wydarzenia. Do tego doszło świetne przygotowanie instalacji artystycznej, czyli scenografii, przez Katarzynę Konkowską, która inspirowała się barokowym ogrodem. Zanim zaczęliśmy prace nad wydarzeniem, zrobiłam dla naszych architektów i designerów wycieczkę, podczas której mieli okazję poznać historię pałacu i zainspirować się nią, bo nie chciałam, żeby to było po prostu zrobienie przedsięwzięcia, które ma motyw przewodni. Tu wszystko ma swój początek, swoją kontynuację, a zakończyliśmy to wraz z zamknięciem wystawy 25 czerwca. I już szykujemy się do przyszłorocznej edycji.

W Polsce na co dzień sztuka nie jest na pierwszym planie. Nie widać jej w przestrzeni publicznej, niewiele się o niej mówi w mediach. A jednak działania Pani fundacji drugi rok z rzędu pokazują, że na dobrą sztukę jest zapotrzebowanie w naszym kraju. Na sztukę… i na pomaganie.
Wielokrotnie brałam udział w różnych inicjatywach charytatywnych, bo oboje z mężem bardzo dużo pomagamy. Gdy zaś sama realizuję projekty charytatywne, kieruję się taką zasadą: jakość jest oznaką twojego szacunku do danej osoby. Ważna jest też godność człowieka, któremu pomagam. Gdy pracuję na przykład nad RIO Edu Centrum z moim małżonkiem, to chcę, żeby to miejsce było piękne, dzięki czemu dzieci, które tam przychodzą, były szczęśliwe. Nie robię tego byle jak. Zawsze chcę, żeby spodobało się to również moim dzieciom czy mnie. Tak samo jest z Wielką Aukcją Charytatywną. Pracowaliśmy nad nią 10 miesięcy i wszystko było przygotowane z myślą o wyjątkowej jakości. Gdy brałam udział w różnych innych inicjatywach charytatywnych, czasami miałam takie poczucie, że ludzie wyciągają z piwnicy jakiś obraz, oddają jakiś plakat. Ja natomiast powiedziałam takiemu podejściu: „Nie”. Jeśli ludzie mają nam ufać, a my ich szanujemy za to, że przekazują środki na szczytny cel, to dajemy im coś naprawdę najlepszego. I dlatego postawiłam na najlepszych polskich artystów.

Dodajmy, że aukcję zasilili swoimi pracami również artyści zagraniczni. A wśród wszystkich dzieł znalazły się też te stworzone w duchu ekoart.
Tak, mieliśmy wcześniej już wspomnianego Nikola Vudraga, ale także artystę z Ghany. Patrick Tagoe-Turkson przekazał relief wykonany z odzyskanych klapek, bo Atlantyk wyrzuca ich co dwa dni po dwie tony. Do tego mamy pracę Tomka Górnickiego, która była wylicytowana za 240 tys. zł. Poza tym rzeźba TOP CHARITY jego autorstwa [nagroda w plebiscycie TOP CHARITY 2023 dla najbardziej aktywnych filantropów – przyp. red.], którą dostał Darek Gałęzewski, właściciel OSHEE, została przez samego laureata przekazana w trakcie wydarzenia do licytacji i udało się ją sprzedać za ponad milion złotych, więc tak naprawdę prace Tomka Górnickiego osiągnęły łączną kwotę niemal 1,3 mln zł. To są naprawdę ogromne pieniądze i wielkie docenienie artysty. A obie te prace zostały zrobione z przetopionego aluminium odzyskanego ze zużytych inhalatorów CBD marki MUUD.

A które propozycje z tegorocznej aukcji najbardziej Panią ujęły?
Wszystkie prace na naszej licytacji były takimi dziełami, które chciałabym mieć u siebie w domu. Między innymi są to prace Marii Papy-Rostkowskiej i Magdaleny Abakanowicz, mogę się zresztą pochwalić, że mam podobną maskę tej drugiej artystki. Stoi dumnie w moim gabinecie. I Jackowski, uważam, że to genialny artysta. Angelika Markul to również świetna artystka, która naprawdę genialnie sobie radzi, i kolekcjonerzy doskonale wiedzą, że według niektórych jest to następczyni Abakanowicz. Jeśli chodzi o malarstwo, to bardzo mnie ujęły prace Czajkowskiego i Bujnowskiego. I na pewno Wierusz-Kowalska. Zresztą, tę licytację bardzo chciałam wygrać, ale w rezultacie stwierdziłam, że skoro komuś tak bardzo zależało, to tym razem odpuszczę…. No i oczywiście Xawery Wolski. Nie ukrywam, że ten obiekt trafi do nas, bardzo chcieliśmy go mieć.

Wspomniała Pani o pracy Magdaleny Abakanowicz, która upiększa Pani gabinet. Jak ważna w Pani wnętrzach jest sztuka?
Swoją przygodę z figurami przestrzennymi, z rzeźbą w ogóle, z kolekcjonowaniem takich dzieł sztuki zaczęłam od pierwszej fascynacji sztuką użytkową i designem, gdy ileś lat temu otworzyłam swój mały biznes i zaczęłam tworzyć meble, których nie mogłam kupić, inspirowane właśnie sztuką. Były to na przykład szafy z nadrukami przedstawiającymi obrazy, które mi się podobały. Później zafascynowałam się rzeźbą. Pamiętam, jak byłam w Szwecji w galerii na wystawie i tam postanowiłam zbierać na swoją pierwszą rzeźbę, którą kupiłam wiele, wiele lat temu. Był to Peter Mandl, mam jeszcze ten obiekt u siebie. I wtedy już wiedziałam, że jeśli sztuka, to właśnie figury przestrzenne. I to jest coś, co dla mnie zawsze było bazą. Najpierw była sztuka, która była inspiracją do tworzenia danego projektu wnętrza.

Cieszę się, że poruszyła Pani ten temat, bo wiem z naszej wcześniejszej rozmowy, że Pani podejście do spajania sztuki z wnętrzami jest dość oryginalne.
Tak, to podejście jest bardzo niszowe, bo ludzie zazwyczaj działają w drugą stronę – najpierw budują i urządzają dom albo najpierw kupują i urządzają mieszkanie, a później myślą, czy powiesić jakiś obraz albo postawić rzeźbę. A powinno być odwrotnie, dlatego że to sztuka powinna wyznaczać całe wnętrze, to ona jest początkiem. Ona jest bazą. I mam wrażenie, że architekci nie zawsze od tego zaczynają. Natomiast ci, którzy pracują ze mną, wiedzą, że dla mnie to jest szalenie ważne. Mam takie jedno wnętrze, dla którego inspiracją były dwie rzeźby Lasaka, i wygląda ono po prostu genialne. Sztuka zawsze powinna determinować wnętrze czy nawet bryłę architektoniczną. Dlaczego by nie zacząć od tego, żeby rzeźba outdoorowa była początkiem, gdy projektujemy dom? Żeby wyznaczała oś widokową w ogrodzie lub upiększała ścianę budynku? To jest moja filozofia i zamierzam do niej przekonywać tych, którzy świadomie podchodzą do designu, architektury i sztuki.

Czy jest coś, czego Pani w sztuce nie akceptuje i nie chciałaby mieć u siebie?
Każdy ma w sztuce coś, co lubi, coś, co go bardziej interesuje albo mniej. Ja jestem naprawdę otwartą osobą i nie ma rzeczy, których nie akceptuję. Natomiast mam rzeczy, które dla mnie są bardzo ważne – budynki historyczne. Jest to dla mnie taka struktura, która wymaga wielkiego szacunku, a nowoczesna sztuka pozwala na łączenie tych światów. I nie bez powodu nasza inicjatywa Wielkiej Aukcji Charytatywnej znalazła swoje miejsce właśnie w Pałacu w Wilanowie, ponieważ dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli pozwolić sobie na to, żeby wesprzeć instytucję państwową i odnowić tu jedną z piękniejszych polichromii. Mam nadzieję, że co roku będziemy mogli coraz bardziej wspierać instytucje państwowe, które mają u siebie takie perły jak barokowy Pałac w Wilanowie, a zarazem wspierać to dziedzictwo kulturowe. Przecież to jest naszą wizytówką na całym świecie i o to trzeba dbać. Jest mi bardzo źle z tym, że na sztukę nie znajduje się pieniędzy. Jest niewielu studentów konserwacji zabytków na ASP i również dla nich chcemy ufundować stypendia. Chcemy zacząć o tym mówić i promować to, bo to jest ważne.

Nawiązała Pani do tematu rewitalizacji, którą OmenaArt Foundation również się zajmuje. Podobno pracujecie m.in. na Malcie i nad Gardą we Włoszech?
Tak, będziemy teraz zaczynać przepiękny projekt na Malcie. Chcemy połączyć siły instytucji państwowej Pałacu w Wilanowie z inspektorem konserwacji zabytków, jak i polskich artystów właśnie na Malcie, żeby rozpocząć szerszą współpracę dotyczącą chociażby rezydencji artystycznych dla naszych artystów. Chcemy też doprowadzić do wymiany myśli i wiedzy między konserwatorami i artystami polskimi a maltańskimi. Bo z jednej strony w Pałacu odbywają się cały czas prace rewitalizacyjne, które chcemy wspierać, a z drugiej takie prace prowadzone są na Malcie. Malta to jedyne miejsce na świecie, gdzie odkryto ruiny megalityczne sprzed 5 tysięcy lat, do tego jest tam najwięcej zabytków na metr kwadratowy powierzchni. Malta to wielkie muzeum pod gołym niebem. Mogę też zdradzić, że od jakiegoś czasu przygotowujemy się do produkcji dokumentu na ten temat.

Jeśli chodzi o Włochy, to nawiązaliśmy współpracę z konserwatorem zabytków włoskiego urzędu i również chcemy wymieniać wiedzę pomiędzy placówkami, bo uważam, że bardzo ważne jest, aby się otwierać i uczyć od siebie nawzajem. I stąd taki pomysł – żeby rewitalizacja była tematem, który z jednej strony pomaga nam się rozwijać tutaj, w Polsce, ale z drugiej otwiera nas na myśli z innych państw, w których jest ogrom historycznych budynków i obiektów do rewitalizacji. Dlaczego dla mnie to takie ważne? Pochodzę z Dolnego Śląska, gdzie się urodziłam i dokąd wielokrotnie później jeździłam w odwiedziny do mojej babci. I nie mogłam się nadziwić, jak na Dolnym Śląsku może być tak wiele pięknych historycznych pałaców, które niszczeją. Mnie to po prostu bolało i wiedziałam, że chciałabym, żeby mój głos w tej kwestii został usłyszany. Wiem, że niektórzy próbowali coś zmieniać, na przykład Grażyna Kulczyk, która zrewitalizowała piękny browar, tworząc tam nową przestrzeń, czy Jurek Starak. Są pewne postawy, z których trzeba brać przykład. Natomiast to, że robię to wszystko dla instytucji państwowej, jest tym bardziej wyjątkowe i bardzo się cieszę, że dzięki tym środkom uda się pomóc właśnie jej. Myślę, że to jest też przepiękna forma patriotyzmu z mojej strony, bo niestety gdy budowałam szkołę dla dzieci ulicy w Ghanie, wielokrotnie słyszałam różne negatywne komentarze.

Padło tu już sporo ważnych słów na temat tego, czym się Pani kieruje, wybierając dzieła sztuki dla siebie i do swojej inicjatywy. Czy mogłybyśmy teraz spróbować stworzyć taki krótki poradnik dla naszych czytelników, którzy chcą zacząć swoją przygodę ze sztuką? Od czego powinni zacząć?
Myślę, że tę podróż zaczynamy od siebie. Trzeba się zastanowić: Co mi się podoba? Czy podoba mi się malarstwo nowoczesne, czy raczej malarstwo dawne? Pójść na kilka wystaw. Obejrzeć i znaleźć coś, co nam pasuje. Młodzi artyści, absolwenci kierunków artystycznych, choć bardzo zdolni, często nie mają nawet szansy na wystawę, ale mają swój Instagram. Warto tam zajrzeć. Takie prace zazwyczaj nie kosztują wiele. Podam taki prosty przykład: Ewa Juszkiewicz. Jej praca kosztowała 22 tys. złotych, akurat dość dużo jak na młodą artystkę, ale ostatnio została sprzedana za 2,5 mln zł przez Polswiss Art. Dlatego bądźcie mecenasami sztuki. Czasami warto wydać kilka tysięcy złotych na pracę młodego studenta, którego dorobek wam się podoba. Nie kupujcie w sieciówkach, nie kupujcie tego, co mają wszyscy. Kupujcie coś, co wam się podoba, a zrobicie piękną robotę, bo to jest największy wyraz patriotyzmu. Wesprzecie w ten sposób polskich artystów, którzy są genialni i potrzebują waszego zainteresowania. A do tego wasze wnętrze będzie wyglądało dobrze. Praca musi się wam podobać, ale musi też pasować do waszego wnętrza kolorystycznie, koncepcyjnie. Kluczem może być to, co jest tematem tej pracy. Ktoś kocha surfing? To może powinno tam być morze. Albo związane z nim kolory. To powinno być wasze. Kręćcie się wokół artysty. Przychodźcie, gdzie się da. Nasza wystawa właśnie dlatego jest super, że ci młodzi artyści, których prace oferowaliśmy na aukcji on-line, oferują sztukę po bardzo przystępnych cenach. I bardzo mnie cieszy to, że jedna z moich koleżanek właśnie kupiła taką pracę, przy czym to jest jej pierwsza taka inwestycja, i powiedziała mi: „Omenaa, jak już ta praca do mnie dotrze, to chciałam cię zaprosić na oficjalne odsłonięcie obrazu”. Dla mnie to jest super. A teraz za dwa dni autorka tej pracy ma swoją wystawę i ta znajoma na nią idzie. Właśnie tak to się zaczyna.

Kończymy nasz spacer pod rzeźbą „Reina Mariana” Manolo Valdésa, którą udało się Pani ściągnąć do Polski specjalnie na wystawę towarzyszącą tegorocznej aukcji TOP CHARITY. Wiem, że dzieło to ma zostać w Oranżerii jeszcze przed dwa lata i „wędrować” po jej zakątkach. Czy może Pani powiedzieć, skąd pomysł na ściągnięcie tej pracy do Polski?
Moja przygoda z „Reiną Marianą” i Manolo Valdésem zaczęła się kilka lat temu, gdy pojechaliśmy z mężem do Prowansji. Gdy wjeżdżałam na teren hotelu, zobaczyłam trzy piękne infantki takie jak ta nasza, tylko mniejsze. Byłam ciekawa, co to za artysta. Później przy basenie zobaczyłam jeszcze wielką, kilkumetrową instalację – głowa z kwiatami i motylami zamiast włosów. Spytałam więc w recepcji, co to za artysta, i okazało się, że to Manolo Valdés – hiszpański twórca w hotelu we Francji. Później natrafiłam na jego pracę w kolejnym hotelu, tym razem w Monako. W końcu wybraliśmy się do Argentyny. Przyjechaliśmy do Buenos Aires. Wchodzimy do hotelu, a ja na widok stojącej tam rzeźby mówię: „Manolo Valdés”. Stwierdziliśmy, że ten artysta nas „prześladuje”, a skoro właśnie zbliża się wystawa TOP CHARITY, to może warto pokombinować, żeby ściągnąć taką pracę do Polski. I tak się zaczęła cała historia. Zadzwoniłam do naszej dyrektor departamentu sztuki z prośbą, żeby się dowiedziała, jak można to zorganizować. Okazało się, że jedyna praca, o którą możemy powalczyć, jest w Miami. Po wielu różnych sytuacjach udało nam się ją ściągnąć i jestem z tego bardzo dumna. Nigdy wcześniej w Polsce nie mieliśmy prac tego artysty. Warto dodać, że jak już tutaj stanęła, dyrektor Pałacu w Wilanowie zaczął dostawać telefony z różnych muzeów w Europie z pytaniem, czy to prawda, że ma u siebie Valdésa. Pomysłem dyrektora Jacka Jaskanisa i naszym jest to, żeby ta rzeźba tu wędrowała, bo taki też był zamysł artysty. Miłośnicy sztuki będą więc mieli jeszcze dwa lata na to, żeby ją tutaj obejrzeć, do czego serdecznie zachęcam.

Bardzo dziękujemy za rozmowę i również zapraszamy Was do odwiedzenia Pałacu w Wilanowie. Wystawa co prawda już się skończyła, ale nadal można podziwiać „Reinę Marianę” w naprawdę pięknych okolicznościach przyrody. Być może spotkanie z nią stanie się dla Was pierwszym krokiem w Waszej przygodzie ze sztuką.

Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

Z Omeną Mensah spotkała się Anna Strożek

Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

„Reina Mariana” autorstwa Manolo Valdésa zostanie w Pałacu w Wilanowie przez dwa lata

Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

Do wylicytowania w tym roku była m.in. rzeźba Magdaleny Abakanowicz

Wariatka, ale z wizją. Wywiad z Omeną Mensah

Praca Xawerego Wolskiego po licytacji trafiła do kolekcji Omeny Mensah

Fot.: OmenaArt Foundation

Oceń ten artykuł

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

0 / 5. 0

No votes so far! Be the first to rate this post.

Anna Strożek autor MAGAZIF.com
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama