Aktualny motyw: Kuchnie i łazienki z konglomeratów kwarcowych

czarny wektorowy logotyp COSENTINO

MECENAS MOTYWU

Ewolucja przestrzeni biurowych cz. II: stal i elektryczność

Jak zmienią się biura na skutek pandemii? W cyklu poświęconym historii biur wracamy do ich początków i przywołujemy najważniejsze koncepty. Zapraszamy na część II cyklu o ewolucji przestrzeni biurowych.

W jakim kierunku rozwijać się będą biura? Zmniejszy się ich wielkość, bo praca zdalna okazuje się efektywna? Design dopasujemy do zapotrzebowania na dystans społeczny? Pewne jest jedno – biura się zmienią i jeszcze nie wiemy jak. Przy tej okazji przyglądamy się historii przestrzeni pracy. Szukamy w niej punktów zwrotnych, by na koniec zastanowić się, co nas czeka po kolejnym przełomie.


Zobacz również:


Drabina do chmur jest ze stali

Przełom, który na zawsze zmieni krajobraz metropolii, najpierw w Ameryce, potem w Europie, wiąże się z zastosowaniem w budownictwie szkieletu stalowego. Dzięki niemu architekt ma niemal nieograniczone możliwości pięcia się w górę. Ciężar budynku biorą na siebie stalowe belki i słupy. Ściany mogą być lekkie. Ich rolą jest teraz głównie ochrona przed warunkami klimatycznymi z zewnątrz.

Samurajska sztuka na masową skalę?

Jak pisze w książce „W rzeczy samej” Mark Miodownik, do czasu rewolucji przemysłowej mistrzami wytwarzania twardej i wytrzymałej stali są samuraje. Do produkcji swoich mieczy stosują zarówno stop wysokowęglowy, twardy i kruchy, jak i niskowęglowy, wytrzymały, ale dość miękki. Rdzeń miecza powstaje z zastosowaniem stali niskowęglowej, dzięki czemu klinga jest odporna i sprężysta, a ostrze wykonywane z wysokowęglowej. Proces jego powstawania jest praco- i czasochłonny. Jest sztuką, a przemysł potrzebuje wszystkiego dużo i szybko.

samo ostrze samurajskiego miecza ze złotym wykończeniem na atłasowej podporze
Samurajski miecz

Najpierw więc do produkcji mostów, statków czy linii kolejowych, wykorzystuje się żeliwo, czyli odlewane żelazo. Właśnie dlatego, że można je wytapiać w wielkich ilościach i niedrogo. Okazuje się jednak, że w określonych warunkach jest ono podatne na pękanie, co powoduje walenie się mostów. Tragedie, w których giną ludzie. Przełom dokonuje się w 1855 roku, a jego autorem jest angielski inżynier, Henry Bessemer. Na jednym z zebrań Brytyjskiego Towarzystwa na rzecz Postępów w Nauce oznajmia zgromadzonym, że wie, w jaki sposób można na masową skalę produkować stal. I to równie dobrej jakości, jak ta stosowana przez samurajów. I to jest przełom. Jedno z kluczowych kół napędowych rewolucji przemysłowej.

Pierwsze biurowe konstrukcje ze stali

Pierwszy budynek z zastosowaniem nowej konstrukcji powstaje już w 1884 roku. To zaprojektowany przez – a jakże – szkołę chicagowską Home Insuarance Building. Niespecjalnie wysoki jeszcze, bo 14. najwyższy na świecie w owych czasach, ale jednak przełomowy. Ten symbol i pomnik w jakimś sensie, zostaje zburzony w 1931 roku i dziś możemy go podziwiać jedynie na archiwalnych zdjęciach. Zauważyć można, że tu jeszcze nie zależało nikomu na podkreśleniu architektonicznie jego wysokości. Silnym akcentem, który wychwytujemy biegnąc wzrokiem ku górze jest poziomy gzyms. I klasyczne detale. Na początku wieżowce projektuje się czerpiąc z różnych klasycznych tradycji. Korzystając z tego, co jest już znane. W książce „Archistorie” Radosław Gajda i Natalia Szcześniak piszą, że: „I to jest powszechne zjawisko we wczesnych wieżowcach, które wyglądają trochę tak, jakby architekci nie za bardzo wiedzieli, co zrobić z ich wysokością. (…) Projektowali wieżowce tak, że wyglądały jak kilka zwykłych budynków postawionych jeden na drugim”.

stare zdjęcie biurowca Home Insuarance Building
Home Insuarance Building

Ale wkrótce to się zmienia. W 1902 roku, u zbiegu Piątej Alei i Broadwayu, czyli w samym sercu Manhattanu, staje Fuller Building, pieszczotliwie nazywany przez nowojorczyków „Flatiron” (żelazko). To wciąż budynek nawiązujący do architektury klasycznej, ale jego kompozycja jest już bardziej jednolita.

W 1912 roku rośnie z kolei jeden z najsłynniejszych drapaczy chmur w Nowym Jorku – Woolworth Building, który ze swoimi 60. kondygnacjami i wysokością 241 m pozostaje najwyższy do lat 30. XX wieku. Smukły i strzelisty przywodzi na myśl gotyckie katedry, z ich ornamentyką i wertykalnym rytmem. Podobny styl charakteryzuje kilka kolejnych wieżowców biurowych, w tym wybudowany w 1931 roku słynny Empire State Building, który do lat 70. jest najwyższy na świecie. Obecnie pracuje w nim 15 tys. osób.

trójkątny narożny biurowiec Flatiron
Flatiron
strzelisty stopniowy jasny biurowiec Woolworth Building
Woolworth Building
zdjęcie zwieńczenia biurowca Empire State Building podczas zachodu słońca
Empire State Building

Windą do nieba

Przy tej okazji wznoszenia się coraz wyżej ku górze, trzeba zwrócić uwagę na inne wynalazki, bez których trudno sobie wyobrazić dynamiczny przyrost kondygnacji w budynkach. Po pierwsze winda, a po drugie elektryczność. Wynalezienie przez amerykańskiego inżyniera Elishy Otisa dźwigu osobowego o trzy lata wyprzedza osiągnięcie Bessemera ze stalą. Oficjalnie wynalazek zostaje zaprezentowany w 1853 roku, w ramach Wystawy Światowej. Pierwsza winda jego pomysłu zostaje zainstalowana w jednym z domów handlowych w Nowym Jorku, a napędzana jest maszyną parową. Z kolei początki elektryfikacji sięgają lat 80. XIX wieku, kiedy to Thomas Edison uruchamia pierwszą elektrownię do użytku publicznego. Sprawia to, że możliwe jest zastąpienie drogiego oświetlenia gazowego tańszym, elektrycznym.

rycina pokazująca dźwig osobowy Elishy Otisa
Dźwig osobowy Elishy Otisa

Kilka słów od modernistów

Opowiedzenie historii budynków biurowych poprzez drapacze chmur, jest jednak znacznym jej zubożeniem. Inny kierunek rozwoju wyznacza bowiem modernizm, który wnosi całkowite odejście od stylów klasycznych, historycznych w budownictwie. Z wieżowcami łączy je jednak ważny element – stal. Tutaj zresztą często konstrukcja stalowa jest widoczna, nie ukrywana wstydliwie pod tynkiem. Wśród postaci, która stoi za tym przełomem jest m.in. Frank Lloyd Wright, którego zaangażowanie w proces twórczy wykracza poza dotychczasową definicję „architekt”. Przy pracy nad słynnym biurowcem Johnson Wax Headquarters swojej pracy nie ogranicza jedynie do zaprojektowania budynku. Jego autorstwa są również rozwiązania zastosowane wewnątrz, łącznie z meblami. Podobnie jest w przypadku wcześniejszego budynku jego autorstwa – kubistycznego Larkin Building Administration. Temu jednak, jak wyglądały biura wewnątrz, przyjrzymy się w kolejnym artykule naszego cyklu.

rozległy w kolorze ceglanym kompleks biurowy z centralnym wieżowcem Johnson Wax Headquarters
Johnson Wax Headquarters
stare czarno białe zdjęcie biurowca Larkin Building Administration
Larkin Building Administration

Szklany dom

Na koniec trzeba wspomnieć o wybitnym moderniście niemieckiego pochodzenia. Ludwig Mies van der Rohe, architekt, który nie zyskuje uznania w nazistowskich Niemczech i przyjeżdża do Chicago, by tam zrealizować swoje wizje budownictwa zredukowanego do formy geometrycznej, bez zdobień i dekoracyjności charakterystycznych w klasycznej architekturze. Wspominamy go jednak z innego powodu. Choć nie są to biurowce, ale dwie wieże mieszkalne, zaprojektowane przez niego i wybudowane w 1951 roku to kolejny przełom. Elewacje budynków są zbudowane ze szkła. Nazwane przez Amerykanów „glass house” stają się prototypem wieżowców ze stali i szkła na całym świecie. Droga zostaje otwarta.

dwa nowoczesne przeszklone biurowce Glass House o zmierzchu
Glass House

O komentarz do tego okresu zapytaliśmy Michała Nowackiego, projektanta firmy CONSIDO, zajmującej się projektowaniem i wyposażaniem wnętrz biurowych. – Najważniejsze, co można dostrzec to fakt, że architektura przestaje pełnić swoją dotychczasową rolę. Czy to dekoracyjną, obronną czy też gloryfikującą władzę. Podporządkowana zostaje funkcji i idzie w kierunku wytyczonym przez Miesa van der Rohe. Projektowania w stronę usuwania wszystkiego, co zbędne, a jednocześnie skupiania się na tym, by architektura wychodziła naprzeciw określonym potrzebom. Zapewniała przestrzeń, którą można łatwo dopasować do pracy kilkuset, a czasem i kilku tysięcy pracowników.

Partnerem cyklu jest firma CONSIDO.



Czytaj dalej: